wersja mobilna
Online: 1423 Czwartek, 2017.03.23

Biznes

Fałszerze podzespołów zmienią rynek dystrybucji

środa, 20 lipca 2011 11:07

Im gorsza sytuacja na rynku w zaopatrzenia w podzespoły elektroniczne, tym zagrożenie ze strony fałszywych podzespołów elektronicznych jest większe. Dlatego ostatnie trzy lata były dla fałszerzy okresem prosperity. Kryzys na rynku wywindował w tym okresie czasy dostaw elementów do rekordowych poziomów, przez co wiele firm elektronicznych nie mogąc kupić szybko potrzebnych elementów, zmuszonych zostało do pozyskiwania ich gdziekolwiek i poza autoryzowaną siecią dystrybucji.

Niestety po kilkunastu miesiącach, gdy wydawało się, że ta trudna sytuacja odchodzi w przeszłość, w Japonii zatrzęsła się ziemia i na skutek zniszczeń w tamtejszych fabrykach, czasy dostaw znowu się zwiększyły. Specjaliści zajmujący się tematyką fałszowania komponentów sygnalizują jednak nowe niepokojące zjawisko. Dotychczas liczba wykrywanych fałszerstw była powiązana z bieżącą sytuacją na rynku. Im gorzej było z zaopatrzeniem, tym liczba fałszywek rosła, natomiast w spokojnym okresie zmniejszała się na tyle znacząco, że producenci przestawali postrzegać fałszerstwa jako zagrożenie.

Jednak chociaż kryzys w światowej elektronice mamy już za sobą oraz sytuacja w Japonii została opanowana, liczba wykrywanych fałszerstw nie maleje jak dawniej, co zmusza do zastanowienia się nad przyczynami tego zjawiska i długoterminowymi skutkami dla światowego łańcucha zaopatrzenia. Najbardziej prawdopodobną przyczyną wzrostu liczby fałszerstw jest po prostu większa skuteczność firm zajmujących się tym procederem.

Do niedawna takie elementy były dość prymitywne, bo podrabiano najprostsze podzespoły, często poprawiano parametry w oznaczeniach tak, że słabe udawały te lepsze. Fałszerze sprzedawali też elementy niepełnowartościowe, odrzucone na testach w produkcji. Aktualnie produkcja fałszywek dokonuje się głównie dwoma metodami. Pierwszy to taki, że fałszerze skupują na całym świecie starą elektronikę, demontują z niej płytki drukowane, a następnie wylutowują z nich układy scalone. Następnie metodami chemicznymi czyszczą wyprowadzenia z resztek lutowia i pokrywają je na nowo powłokami ochronnymi takimi samymi jak w nowych elementach.

W dalszej kolejności usuwane są stare oznaczenia i po posortowaniu tysięcy elementów nanoszone są nowe opisy. Zachowują one funkcjonalność starych układów scalonych, ale zyskują nowe kody produkcyjne i znaki producenta tak, jakby pochodziły z jednej serii, a nie wielu przypadkowych. Drugi sposób polega na produkcji typowych elementów standardowych, najczęściej pasywnych, z tanich materiałów, resztek i odpadów za pomocą starych maszyn i urządzeń. Te elementy zyskują następnie oznaczenia renomowanych producentów i certyfikaty, których nigdy by nie dostały.

Z pewnością pierwsza metoda fałszowania jest dosyć skuteczna i w dużej mierze odporna na wykrycie. Zagrożenie takimi podróbkami jest też ograniczone, gdyż trwałość układów scalonych jest duża i o ile fałszerze nie podciągają w górę parametrów, nierzadko ich dzieła nie są wykrywane. Z kolei firmy produkujące najtańsze elementy z czasem poprawiają technologię i zdobywają doświadczenie. Im też zależy, aby liczba wpadek była jak najmniejsza, dlatego w miarę upływu czasu jakość ich podróbek rośnie na tyle, że moment, kiedy staną się one powodem niepoprawnej pracy przesuwa się w czasie.

Z tych powodów handlarze podrabianym towarem nie mają wielkich problemów ze zbytem. Mimo, że kryzys w elektronice minął, klienci przez cały czas oczekują niskich cen, dużych rabatów i w ten sposób zjawisko to nie przemija. Niemniej branża elektroniczna przez cały czas próbuje uszczelnić łańcuch dystrybucji tak, aby ograniczyć możliwość przenikania fałszywych podzespołów do sprzedaży.

Prym w tych działaniach należy do USA, gdzie rozważane są zmiany prawne zakładające obowiązek zgłaszania wykrytych fałszerstw, a nawet obowiązek kupowania elementów tylko od autoryzowanych dostawców. Niestety niezależne firmy dystrybucyjne i brokerskie postrzegane są jako najsłabszy element w łańcuchu dostaw i jeśli fałszowanie podzespołów będzie przybierało na sile, należy liczyć się z tym, że w dalekiej perspektywie może to oznaczać koniec swobody w biznesie dystrybucyjnym, łącznie z eliminacją z rynku firm brokerskich.

RM

 

World News 24h

czwartek, 23 marca 2017 14:00

The silicon-based cells that make up a solar panel have a theoretical efficiency limit of 29 percent, but so far that number has proven elusive. Practical efficiency rates in the low-20-percent range have been considered very good for commercial solar panels. But researchers with Japanese chemical manufacturer Kaneka Corporation have built a solar cell with a photo conversion rate of 26.3 percent, breaking the previous record of 25.6 percent. Although it’s just a 2.7 percent increase in efficiency, improvements in commercially viable solar cell technology are increasingly hard-won.

więcej na: arstechnica.com