wersja mobilna
Online: 658 Piątek, 2016.12.09

Biznes

Rynek sprzętu do produkcji elektroniki drukowanej w Europie się nasycił

poniedziałek, 09 maja 2016 12:40

IDTechEx prognozuje, że wartość światowego rynku elektroniki drukowanej, elastycznej i organicznej wzrośnie z 26 mld dolarów w 2016 roku do 70 mld dolarów w 2026 roku. Przybywać będzie jej kolejnych zastosowań. Coraz częściej w tej technologii powstają bowiem nowe produkty, a nie tylko inne wersje tych wcześniej znanych.

Znawcy rynku zachęcają projektantów do prac nad nowymi produktami przy wykorzystaniu istniejących rozwiązań technicznych. Dotychczas koncentrowano się wprawdzie głównie na rozwoju technologii sitodruku, ponieważ to jego używano do produkcji na przykład ogniw fotowoltaicznych i pasków do glukometrów, czyli produktów, na które jest największy zbyt, jednocześnie jednak opracowywano inne metody, w tym druk strumieniowy, wklęsłodruk i fleksodruk.

Choć nie wszystkie problemy natury technicznej zostały rozwiązane - na przykład jednym z wyzwań w procesie drukowania elektroniki pozostaje zapewnienie czystości (zabrudzenia w nakładanych powłokach powodują przerwy i zwarcia) - to obecnie projektantów ogranicza przede wszystkim ich własna wyobraźnia oraz oczekiwania odbiorców. Dlatego prześcigają się w pomysłach. Na przykład jedna z firm opracowała niedawno układy elektroniczne do wbudowywania w opatrunki albo ubranka dziecięce, które będą mierzyć i transmitować do smartfonów rodziców parametry życiowe dzieci.

Paradoksalnie, mimo dobrych prognoz i perspektyw, dostawcy sprzętu do produkcji elektroniki drukowanej, elastycznej i organicznej oraz materiałów eksploatacyjnych będą zmuszeni szukać nowych rynków zbytu.

Jaki był cel inwestycji w Europie?

Dotychczas największym rynkiem zbytu dla tych urządzeń była Europa. Główną tego przyczyną był utrzymujący się w tym regionie wysoki poziom wsparcia w zakresie zakupu sprzętu do produkcji elektroniki drukowanej.

Było to dofinansowanie z różnych źródeł, ogólnoeuropejskich i krajowych. Na przykład Unia Europejska łącznie przeznaczyła na programy pomocowe w tym zakresie około 200 mln euro, a sama tylko Wielka Brytania 70 mln dolarów. Wysoki priorytet, jaki przyznano tym inwestycjom, wynikał z przekonania, że przyczyni się to do rozwoju elektroniki drukowanej w Europie, zwłaszcza w zakresie produkcji prototypów, krótkich serii próbnych i produkcji na małą skalę.

Rynek w Europie się nasycił

Bez konieczności zakupu sprzętu produkcyjnego z własnych środków firmy miały w takich przypadkach ponosić mniejsze ryzyko strat. Ponieważ rynek elektroniki drukowanej dopiero się rozwija, wejście na niego wiąże się z wysokimi kosztami początkowymi, a na zwrot z inwestycji trzeba czasami czekać bardzo długo.

W związku z tym, że popyt na sprzęt produkcyjny był napędzany przez fundusze państwowe, rynek europejski stopniowo się nasycał. Wprawdzie zdarzali się nabywcy inwestujący prywatne środki, jednak popyt z ich strony pozostawał, i wciąż jest, znacząco mniejszy niż ten wcześniejszy napędzany wsparciem ze strony rządów. W związku z tym producenci tych specjalistycznych maszyn zainteresowali się rynkiem amerykańskim. Popyt na sprzęt do produkcji elektroniki elastycznej, drukowanej i organicznej w USA co prawda stale wzrasta, jednak daleko mu do zapotrzebowania, które niedawno jeszcze notowano w Europie.

Nadzieja w Azji

Wynika to przede wszystkim z braku zaangażowania rządowego. Sytuacja pod tym względem ostatnio trochę się zmieniła. Niedawno jedno z amerykańskich centrów innowacyjnych, które będzie się zajmować rozwojem technologii produkcji hybrydowych elastycznych układów elektronicznych, ma otrzymać 165 mln dolarów w ciągu kolejnych pięciu lat. Część z tego dofinansowania zostanie pokryta przez amerykański departament obrony.

Mimo to producenci sprzętu do produkcji elektroniki drukowanej, elastycznej i organicznej rozglądają się za innymi odbiorcami. W kręgu ich zainteresowania znajduje się przede wszystkim rynek azjatycki.

Nadzieje są spore, ponieważ w tym regionie rynek elektroniki drukowanej rozwija się w innym kierunku niż do tej pory w Europie. Odchodzi się tu bowiem od prac nad nowymi, innowacyjnymi produktami i prototypami na rzecz produkcji na masową skalę prostszych elementów na potrzeby urządzeń codziennego użytku. Przykładem jest drukowanie elektrod ekranów dotykowych.

Monika Jaworowska

 

World News 24h

czwartek, 08 grudnia 2016 20:00

Mobile chipmaker Qualcomm is making its next big move in its uphill battle with Intel in the data center market. The San Diego, Calif.-based company announced its second-generation server chip built on the most advanced chip manufacturing process at 10 nanometers. The chip, called the Centriq 2400, will contain 48 ARM-based cores. Qualcomm is calling its custom ARM processors Falkor.

więcej na: www.forbes.com

Produkty