wersja mobilna
Online: 503 Wtorek, 2016.12.06

Blogi

Podziel swój biznes

wtorek, 12 kwietnia 2011 13:01

Przemysł elektroniczny niejednokrotnie doświadczał skutków naturalnych lub wywołanych przez człowieka katastrof. 11 września 2001, epidemia SARS w Chinach w 2003 roku, ubiegłoroczny wybuch wulkanu na Islandii lub obecne trzęsienie ziemi w Japonii to z pewnością przykłady, gdy ciągłość światowego łańcucha zaopatrzenia przemysłu elektronicznego była przerywana, a producenci borykali się z wielkimi kłopotami zaopatrzenia w podzespoły. Patrząc na ostatnie trzy lata wstecz, widzimy nawet, że problemy z kupnem komponentów pojawiają się przy każdej większej niestabilności na rynku, na przykład w kryzysie, przy rozchwianej gospodarce lub jako skutek zwykłej paniki inwestorów.

Nawet jeśli takich zdarzeń nie uznaje się za coś wyjątkowego i przyjmiemy do wiadomości, że czasem się po prostu one zdarzają, to jednak z każdym kolejnym rokiem ich wpływ na przemysł elektroniczny jest coraz większy. Elektroniki w naszym życiu jest więcej, odpowiada ona za nowe funkcjonalności i przynosi coraz więcej dochodów. Dlatego każde zakłócenie delikatnego mechanizmu zaopatrzenia długo odbija się czkawką. Czy jest jakaś możliwość, aby się przed tym zabezpieczyć?

Wiele lat temu w przemyśle elektronicznym dominował pionowy model organizacji produkcji, w ramach którego firmy starały się wytwarzać możliwie wszystko we własnym zakresie za pomocą rozbudowanych fabryk. Sposób ten miał wiele wad ekonomicznych i z pewnością był też bardzo wrażliwy na katastrofy. Dlatego zapewne z czasem upowszechnił się outsourcing. Znaczna część produkcji, serwis, magazyn, obsługa klienta i podobne aspekty zaczęto przekazywać do firm zewnętrznych, a rozproszenie biznesu obniżyło ryzyko związane z katastrofami i jednocześnie poprawiło rentowność.

Szybko się okazało, że czynnik ekonomiczny jest w światowej kooperacji najważniejszy, a w tanich rejonach, takich jak na przykład Chiny i Indie, zaczęły powstawać zakłady produkcyjne pracujące na rzecz macierzystych korporacji, zapewniając im konkurencyjne ceny. Outsourcing w elektronice osiągnął obecnie taką skalę, że dzisiaj zaopatrzenie pracuje na krawędzi swoich możliwości i jest zoptymalizowane do granic ekonomicznych.

Produkcja z dostawami just-in-time, transport w 24h od zamówienia, utrzymywanie minimalnych stanów magazynowych u producentów uzupełnianych błyskawicznie na żądanie to z pewnością wynik silnej presji na koszty. Póki wszystko działa jak należy, system ten można uznać za optymalny, nawet jeśli zaopatrzenie wymaga ściągania towaru z wielu kontynentów i ciągłego przerzucania przesyłek przez oceany.

Niemniej każda większa katastrofa zwraca uwagę na ryzyko biznesowe, dzisiaj drugorzędne. Po 11 września wiele amerykańskich firm otworzyło swoje fabryki i oddziały usługowe w pobliskim Meksyku, po to, aby mieć bardziej elastyczną strukturę i nie być skazanymi tylko na Daleki Wschód. Taką kooperację bez konieczności pokonywania odległości międzykontynentalnych w transporcie nazwano near-sourcing i z pewnością była ona zwrotem i pierwszym krokiem w kierunku zapewnienia mniejszego ryzyka biznesowego.

Oczywiście rozproszenie produkcji po świecie nie jest proste i wiąże się z dodatkowymi kosztami. Co więcej, aby było skuteczne, nie może dotyczyć tylko produkcji, bo jeśli w wyniku nieszczęścia zakłady nie zostaną naruszone, to zawsze jeszcze gdzieś trzeba kupić materiały i podzespoły. Wydaje się, że ograniczenie ryzyka musi być wynikiem wielu działań, na pewno rozproszenia fabryk i magazynów, ale także wypracowania przez firmy wielu źródeł dostaw i transportu. Być może powinno to objąć posiadanie alternatywnych producentów elementów i strategicznych zapasów pozwalających przetrwać okres paniki.

Takie działania już są podejmowane i określa się je nazwą share-of-business. Zamiast jednego producenta podzespołów wybiera się trzech z różnych rejonów świata i konsekwentnie dzieli pomiędzy nich zakupy.

Skoro, jak podały media, w wyniku trzęsienia ziemi Renesas, piąty światowy dostawca półprzewodników, stracił około połowy swoich zdolności produkcyjnych, to znak, że czas eksperymentów i łatwych rozwiązań biznesowych opierających się na jednym źródle zaopatrzenia już chyba minął.

 

Robert Magdziak

Elektronik bloguje

Trendy, zjawiska i nowe technologie pojawiające się rynku elektroniki, to tematyka unikalnego w skali kraju zawodowego bloga poświęconego elektronice profesjonalnej, prowadzonego przez redaktora naczelnego Magazynu Elektroniki Profesjonalnej "Elektronik" – dr. inż. Roberta Magdziaka. Blog jest okazją do spojrzenia na problemy i wyzwania, jakie stoją przed środowiskiem inżynierów elektroników w Polsce oczami osoby, która jest obecna w branży od 15 lat. Komentarze do wpisów można wysyłać bezpośrednio e-mailem do autora. Zapraszamy do lektury!