wersja mobilna
Online: 390 Sobota, 2016.12.03

Blogi

Czy produkcja na żądanie ma sens?

poniedziałek, 07 listopada 2011 11:17

Od około trzech lat światową gospodarką targają różnego rodzaju zawirowania, które wprowadzając niepokój do biznesu, zmieniają jego oblicze. Dotyczy to również produkcji sprzętu elektronicznego. Najnowszym zjawiskiem, które powstało w czasie tego okresu i związane jest z naszą branżą, jest ODM - on-demand manufacturing, czyli produkcja na żądanie. Pod tym pojęciem kryje się szereg działań związanych z zapasami magazynowymi i minimalizacją ryzyka. Ponieważ w produkcji elektroniki jest całe mnóstwo takich trzyliterowych skrótów, za którymi kryją się strategie i metody zarządzania, warto przyjrzeć się czy to, co kryje się pod tą zaskakującą nazwą, ma sens i szansę na przetrwanie.

W trudnych czasach wielu producentów stara się ograniczyć zapasy magazynowe, ryzyko związane z niesprzedanych towarów i niepewnymi prognozami co do chłonności rynku. Zamiast kupować materiały i produkować, a następnie sprzedawać, firmy starają się najpierw zebrać zamówienia od klientów, aby potem dopiero ruszyć z produkcją. Najlepszym przykładem takiego działania może być Apple, który przez kilka tygodni zachęcał klientów do "rezerwacji" i przedpłat na nadchodzący iPhone 4S po to, aby mogli oni sobie zapewnić pewność otrzymania go w chwili premiery, ale w praktyce po to, aby dobrze ocenić chłonność rynku i dopasować do niej zakupy materiałów i wielkość produkcji.

Podobne działania widać wśród producentów samochodów, którzy od ręki sprzedają tylko standardowe i popularne modele, a na całą resztę przyjmują zaliczki i zapisy. W taki sposób działa wiele sklepów internetowych, które utrzymują minimalne stany magazynowe, zamawiając towar po uzyskaniu zamówienia od klienta. Wydawcy książek, multimediów i gier zbierają zamówienia na planowane tytuły, kusząc zniżkami i darmową dostawą po to, aby ograniczyć ryzyko zostania z niesprzedanym towarem.

Drogą tą idą nawet dystrybutorzy podzespołów elektronicznych, którzy coraz częściej, zamiast utrzymywać wysokie stany magazynowe i dbać o dostępność, wolą "organizować" wysyłki komponentów z magazynu producenta bezpośrednio do klientów. Producenci twardych dysków zaczęli przyjmować niedawno przedpłaty i zamówienia, tłumacząc się powodzią w Tajlandii, gdzie zlokalizowane są fabryki Toshiby i WD, ale inne firmy, które nie ucierpiały w tym rejonie, także postępują w ten sposób. Złożenie zamówienia i oczekiwanie staje się dzisiaj normalną procedurą w łańcuchu dostaw podzespołów i urządzeń elektronicznych, a skala tego zjawiska wydaje się szybko poszerzać.

Dawniej wypełniony po brzegi magazyn był uznawany jako silna karta przetargowa w walce o klienta, jednak dzisiaj wiele firm zaczyna postrzegać go jako koszty i ryzyko. O ile kiedyś dbano, aby dostawy materiałów do produkcji były realizowane dokładnie w momencie, gdy są potrzebne (just-in time), o tyle obecnie produkcja ma zaczynać się dopiero po zebraniu zamówień. On-demand manufacturing to koncepcja, która na razie dotyczy tylko znanych marek i głównie elektroniki konsumenckiej.

Tylko w ich przypadku zagrożenie tym, że klient nie będzie chciał czekać i pójdzie do konkurencyjnej firmy, jest na tyle małe, że korzyści z przedsprzedaży mają sens. Z pewnością produkcja na żądanie to także efekt ciężkich czasów, bo w długoterminowej perspektywie trudno oczekiwać, aby wszyscy uczestnicy łańcucha dostaw byli w stanie przyjmować przedpłaty i sprzedawać obietnice, gdyż taki model biznesowy zmniejsza niestety korzyści wynikające z wzajemnej współpracy. Nie wydaje się także, aby w stabilnej sytuacji rynkowej, przy konkurencyjnym rynku, mogła się ona bardzo upowszechnić, bo z punktu widzenia klientów jest kłopotliwa.

Produkcja na żądanie ma natomiast szansę zyskać status cennego wsparcia biznesu, gdy przedsiębiorstwa podzielą się korzyściami ze swoimi klientami, nagradzając ich za oczekiwanie obniżkami lub darmowymi usługami i dodatkami, możliwością kupienia lepszej wersji w cenie słabszej i podobnymi. Jest to też sposób na skrócenie czasu projektowania oraz osiągnięcie większej skali działania niż w tradycyjnym modelu biznesu, zwłaszcza dla małych innowacyjnych firm i nowych. Produkcja na żądanie nie zdominuje wytwarzania elektroniki, ale może być cennym dodatkiem.

 

Robert Magdziak

Elektronik bloguje

Trendy, zjawiska i nowe technologie pojawiające się rynku elektroniki, to tematyka unikalnego w skali kraju zawodowego bloga poświęconego elektronice profesjonalnej, prowadzonego przez redaktora naczelnego Magazynu Elektroniki Profesjonalnej "Elektronik" – dr. inż. Roberta Magdziaka. Blog jest okazją do spojrzenia na problemy i wyzwania, jakie stoją przed środowiskiem inżynierów elektroników w Polsce oczami osoby, która jest obecna w branży od 15 lat. Komentarze do wpisów można wysyłać bezpośrednio e-mailem do autora. Zapraszamy do lektury!