wersja mobilna
Online: 510 Środa, 2018.06.20

Blogi

EOL, czyli inżynierskie życie w ciągłej niepewności

czwartek, 30 listopada 2017 11:16

W działalności wielu producentów elektroniki coraz częściej pojawia się taka sytuacja, że istotny lub nawet krytyczny z punktu widzenia funkcjonalności i układu komponent trafia na listę pozycji planowanych do zakończenia produkcji, czyli EOL - end-of-life, a dla producenta OEM taka wiadomość zawsze oznacza problemy. W zależności od sytuacji, potencjału producenta, typu produktu, skali działalności, konstrukcji urządzenia oraz oczywiście także typu komponentu wypadającego z rynku, kłopoty są większe lub mniejsze, niemniej za każdym razem wymagają poświęcenia czasu i pieniędzy.

Gdy się patrzy na rynek z pewnej perspektywy, planowany koniec produkcji wygląda na dobrze zorganizowany. Informacja o planowanym zakończeniu pojawia się ze sporym wyprzedzeniem, a na koniec można jeszcze kupić komponenty na zapas w ramach zakupów ostatniej szansy. Daje to możliwość odsunięcia w czasie problemów związanych z koniecznością przeprojektowania urządzenia, zaplanowania zmian na wygodny dla firmy okres. Co więcej, w wielu przypadkach, na przykład w elektronice konsumenckiej, może się okazać, że przesunięcie w czasie wystarczy na cały czas życia produktu.

W teorii nie ma zatem problemu związanego z planowanym wycofywaniem podzespołów z produkcji i jest to proces naturalny nie tylko dla rynku elektroniki. Ten sielankowy obraz psują opinie wygłaszane przez projektantów na forach i seminariach uznające, że największym lękiem konstruktorów w pracy jest brak porannej kawy, a zaraz po tym wiadomość, że kluczowy komponent urządzenia, które właśnie weszło do produkcji seryjnej, dostał status EOL.

W warunkach krajowych, a więc przy dużej liczbie małych i średnich firm wytwarzających specjalistyczne urządzenia, szansa, że wypadnięcie podzespołu z produkcji uda się przeczekać do kolejnej wersji, jest raczej rzadkim przypadkiem. Potencjał zakupowy pozwalający zrobić duże zapasy też wydaje się ograniczony z przyczyn finansowych oraz tego, że niewiele firm jest w stanie prognozować swoją sprzedaż w dłuższej perspektywie. Czyli bardziej prawdopodobny scenariusz jest taki, że trzeba będzie przeprojektować płytkę i układ, kupować elementy poza autoryzowaną siecią dystrybucji. Bardziej pechowi doświadczą konieczności ponownej certyfikacji lub badań, zmiany oprogramowania firmware, uaktualnienia dokumentacji i świadectw zgodności itd. Dla producentów elektroniki medycznej, kosmicznej, wojskowej, EOL oznacza też coraz częściej przejście na proces bezołowiowy, co niestety nie jest proste.

Z reguły im bardziej zagłębiamy się w zagadnienia związane z końcem produkcji, tym niestety problemy się piętrzą. Prawdopodobnie z tego powodu w USA można już wykupić ubezpieczenie pokrywające wszystkie koszty firmy związane z EOL, np. w razie potrzeby uzyskać środki na zgromadzenie zapasów. W praktyce dużego producenta opisywana sytuacja nie jest wcale rzadkością, bo wycofywanie starszych komponentów, tych mniej chodliwych lub wykonanych za pomocą starszych technologii, pojawia się na tyle często, że robienie dużych zapasów w każdym przypadku staje się niemożliwe.

Im bardziej konkurencyjny rynek, tym producenci komponentów częściej są zmuszani do kończenia produkcji nieperspektywicznych rozwiązań. Taka sama uwaga dotyczy nowych technologii, które szybko ewoluują i wyrzucają co chwilę na margines rozwiązania pośrednie, a więc jeszcze niedojrzałe technicznie. Można pokusić się o stwierdzenie, że im nowsza technologia, tym prawdopodobieństwo trafienia na EOL jest większe.

Przykładem może być sektor wyświetlaczy lub oświetlenia LED, a także cały obszar określany jako IoT. Być może jest to powód, dla którego nowinki w urządzeniach specjalistycznych przyjmują się powoli, a konstruktorzy jak ognia unikają rewelacji i przełomów oraz szukają rozwiązań sprawdzonych przez innych, takich, które zapewniają możliwość łatwej migracji lub mają długą gwarantowaną dostępność. Złośliwi nazywają takie zachowania inercją, ale w przedstawionym świetle, wada ta staje się urastać do rangi zalety.

Robert Magdziak

 

Robert Magdziak

Elektronik bloguje

Trendy, zjawiska i nowe technologie pojawiające się rynku elektroniki, to tematyka unikalnego w skali kraju zawodowego bloga poświęconego elektronice profesjonalnej, prowadzonego przez redaktora naczelnego Magazynu Elektroniki Profesjonalnej "Elektronik" – dr. inż. Roberta Magdziaka. Blog jest okazją do spojrzenia na problemy i wyzwania, jakie stoją przed środowiskiem inżynierów elektroników w Polsce oczami osoby, która jest obecna w branży od 15 lat. Komentarze do wpisów można wysyłać bezpośrednio e-mailem do autora. Zapraszamy do lektury!