Najważniejszy problem widać przy porównaniu z pierwszą połową 2025 r. W tej perspektywie badana grupa zwiększyła przychody zaledwie o 0,3%. To znacznie mniej niż sugeruje sam wynik odbicia od dołka. Global Electronics Association zwraca uwagę, że szersza kalkulacja, uwzględniająca również notowane firmy i ich opublikowane wyniki, daje wzrost na poziomie 10,3%. Obie liczby opisują jednak nieco inne grupy przedsiębiorstw.
Pierwsza połowa 2026 r. przyniosła wyraźną poprawę nastrojów. Niemal trzy czwarte uczestników badania ocenia swoją sytuację zamówieniową jako dobrą lub bardzo dobrą. Book-to-bill na poziomie 1,21 oznacza, że wartość nowych zamówień przewyższa wartość realizowanych zamówień, co zwykle przekłada się na budowanie portfela na kolejne miesiące. Problem w tym, że poprawa nie rozkłada się równomiernie po Europie.
Najmocniejsze sygnały płyną z Europy Zachodniej oraz Europy Środkowo-Wschodniej. Szczególnie interesująco wygląda jednak sytuacja w krajach Europy Środkowej, Wschodniej i Północnej. Portfel zamówień firm z tego regionu zwiększył się o 36,3%, a małe i średnie przedsiębiorstwa oczekują w całym 2026 r. wzrostu przekraczającego 22%. To ważne, bo Europa Środkowo-Wschodnia wychodzi z niższego poziomu niż część Europy Zachodniej. Tak dynamiczny wzrost nie oznacza więc automatycznie, że region stał się największym beneficjentem obecnego odbicia.
Zaopatrzenie ponownie staje się problemem
Jednocześnie aż połowa firm z regionu ocenia swoją sytuację zaopatrzeniową jako słabą lub bardzo złą. Tylko 10,9% przedsiębiorstw ocenia obecne warunki zaopatrzenia jako dobre. Kolejne 38,4% określa je jako złe lub bardzo złe. Żadna firma biorąca udział w badaniu nie uznała sytuacji za bardzo dobrą. Global Electronics Association wskazuje właśnie ten wskaźnik jako jeden z najważniejszych sygnałów ostrzegawczych. Przez ostatnie lata europejscy producenci elektroniki mierzyli się przede wszystkim ze słabym popytem i skutkami wcześniejszych problemów z dostępnością podzespołów. Teraz sytuacja zaczyna się odwracać. Rośnie popyt, ale dostępność znowu staje się niekomfortowa. Nie jest to jednak na ten moment powtórka z globalnego kryzysu podzespołów z lat 2021-2022. Tym razem problemy są bardziej wybiórcze.
Największa presja dotyczy pamięci
Rosnący popyt ze strony infrastruktury AI zwiększa zapotrzebowanie na DRAM i pamięci o wysokiej przepustowości, co wpływa na dostępność innych produktów pamięciowych. W niektórych segmentach pojawiają się również ograniczenia dotyczące komponentów automotive, układów analogowych, RF, podzespołów z wykorzystaniem dojrzałych procesów produkcyjnych oraz elementów pasywnych. Dla dużych producentów może to być problem do opanowania dzięki większej skali zakupów. Mniejsze firmy mają pod tym względem trudniej. Badanie wskazuje również, że większą presję odczuwają przedsiębiorstwa z Europy Wschodniej niż ich zachodnioeuropejscy konkurenci.
Sprawia to, że większe firmy mają łatwiejsze warunki do rozwoju. W 2025 100 największych przedsiębiorstw EMS odpowiadało za 71,6% całkowitych przychodów europejskiego sektora. Dla porównania, w 2020 r. było to 64,8%. W ciągu pięciu lat udział największych graczy wyraźnie więc wzrósł. Jeszcze większa koncentracja widoczna jest na samej górze tabeli. Zaledwie 14 przedsiębiorstw odpowiadało za 46,1% przychodów europejskiego EMS. Kolejne 24 firmy dokładały 13,8%.
Wśród największych producentów działających na europejskim rynku znajdują się zarówno przedsiębiorstwa europejskie, jak i globalni gracze. Na pierwszych miejscach zestawienia za 2025 r. znalazły się Foxconn, Flex, Zollner Elektronik, Jabil i Videoton. W TOP 20 znalazł się również polski Fideltronik, sklasyfikowany na 17. pozycji.
Perspektywy są dobre, ale przed branżą liczne problemy
Jest jeszcze jeden szczegół, który łatwo przeoczyć przy analizowaniu samych prognoz wzrostu. Branża spodziewa się zwiększenia przychodów o 7,2% w 2026 r. i 8,6% w 2027 r. Część tego wzrostu może jednak pochodzić po prostu z wyższych cen komponentów. Jeśli producent EMS kupuje droższą pamięć czy inne podzespoły, a następnie przenosi ten koszt na klienta, jego przychód rośnie, ale marża niekoniecznie poprawia się w takim samym tempie.
Ryzykiem pozostaje również podwójne zamawianie. Przy ograniczonej dostępności komponentów klienci mogą składać zamówienia u kilku dostawców jednocześnie, aby zabezpieczyć produkcję. Jeżeli sytuacja w łańcuchu dostaw się poprawi, część takich zamówień może zostać anulowana. Duży book-to-bill nie musi więc w każdym przypadku oznaczać równie wysokiego rzeczywistego popytu. To jeden z powodów, dla których obecne dane warto interpretować ostrożnie. Portfele zamówień rzeczywiście rosną, ale ich jakość będzie można lepiej ocenić dopiero wraz z realizacją kolejnych kwartałów.
Warto też spojrzeć na europejski EMS z szerszej perspektywy. Największe globalne firmy z tego sektora rosły w 2025 r. znacznie szybciej, przede wszystkim dzięki zamówieniom związanym z centrami danych, AI i infrastrukturą chmurową. Według danych in4ma globalny rynek EMS i ODM osiągnął w 2025 r. około 820 mld dolarów, a Europa odpowiadała za około 2,5% tego rynku. To pokazuje, dlaczego europejskiego odbicia nie należy utożsamiać z powrotem całego przemysłu EMS do poprzedniej pozycji.
Największy wzrost globalnego sektora napędzają obecnie przedsiębiorstwa mocno zaangażowane w produkcję dla centrów danych i infrastruktury AI. Europejskie firmy mają natomiast znacznie większą koncentrację na przemysł, motoryzację, automatykę i inne tradycyjne segmenty elektroniki. Również sama struktura rynku europejskiego jest inna. 18 dużych międzynarodowych firm EMS i ODM, działających poprzez 62 europejskie podmioty, generowało w 2025 r. niemal tyle samo przychodów co 82 europejskie przedsiębiorstwa posiadające łącznie 332 podmioty. Globalni gracze korzystają przy tym często z bardzo dużych fabryk, podczas gdy europejskie firmy częściej działają w mniejszej skali i koncentrują się na konkretnych niszach.