Czy IoT = Interference of Things?

Zgodnie z analizą przygotowaną przez IEEE i zaprezentowaną na sympozjum EMC+SIPI poświęconym zagadnieniom kompatybilności elektromagnetycznej i integralności sygnałów, duża część aplikacji Internetu Rzeczy nie spełnia wymagań w zakresie kompatybilności elektromagnetycznej. Wiele z nich zakłóca już dzisiaj działanie sieci komórkowych, utrudnia wyznaczanie pozycji w systemach nawigacji i psuje jakość komunikacji w sieciach łączności profesjonalnej, stając się "Interference of Things", a więc w luźnym tłumaczeniu zakłócaczami.

Dodaj do ulubionych źródeł w Google
Posłuchaj
00:00

Wiele urządzeń kategoryzowanych jako IoT jest tworzonych w szybkim tempie, przez projektantów, którzy nie są specjalistami w zakresie układów radiowych, EMC, a także takich osób, które słabo znają wymagania prawne i techniczne wynikające z norm. Konstrukcja układu jest w większości sklejana z kilku bloków i modułów, dla których zakłada się prawie zawsze, że to ich producent zadbał o to, aby były one zgodne z wymaganiami EMC. Badań całości aplikacji się nie wykonuje, pomijając lub nie mając świadomości tego, że złożenie IoT z kilku modułów, nawet zgodnych z normami, niekoniecznie oznacza, że nie będą one na siebie oddziaływać, zakłócać się i sprzęgać wzajemnie, tworząc w rezultacie tytułowy zakłócacz. Wystarczy źle umieszczona w obudowie antena, aby powstała modulacja skrośna i część emisji na częstotliwości podstawowej trafiła do sąsiednich kanałów lub nawet pasm. Odporności na zakłócenia nie sprzyja też to, że w pogoni za redukcją kosztów z toru radiowego znikają dzisiaj filtry, które zastępuje się obróbką programową sygnału w odbiornikach SDR.

Trudno się też oprzeć wrażeniu, że tematyka EMC często nie jest traktowana w sposób wystarczająco poważny, a testowanie pod kątem jakości pracy toru radiowego to zadanie, które ma mały priorytet. Twórcami rozwiązań IoT są często start-upy oraz przedsiębiorstwa o krótkiej historii i niewielkim potencjale finansowym. Dla nich aparatura pomiarowa, taka jak analizator sygnałów wektorowych lub komora TEM, to ogromny wydatek, nierzadko lokujący się poza możliwościami inwestycyjnymi. A bez aparatury inżynier jest ślepcem.

O ile takie podejście można uznać za wystarczające, gdy aplikacja IoT jest breloczkiem–lokalizatorem zgubionych kluczy, o tyle gdy chcemy za pomocą IoT tworzyć rozwiązania przemysłowe, medyczne lub wykorzystywać je w produkcji, systemach logistyki towarów lub transporcie, jest to igranie z ogniem, gdyż pewność działania i cała korzyść wynikająca z dostępności bardzo dużej liczby czujników i punktów pomiarowych może w rezultacie przynieść skutek taki, że zamiast korzyści, można zafundować sobie same problemy.

IEEE podało, że 90% urządzeń komunikacji bezprzewodowej badanych przez chińskie placówki badawcze w zakresie EMC nie spełnia na początku norm. Nie ujawniono, ile produktów dostępnych na rynku nie było wcale badanych, bo zapewne nikt tego nie wie. Niemniej pokazuje to, że wiara w deklaracje producenta, zwłaszcza takiego taniego, nierzadko jest naiwnością i podejście polegające na przerzuceniu problemu EMC na producenta już się zużyło. Charakteryzacja, walidacja, certyfikacja, zgodność z normami (compliance) to terminy, które rzadko, lub wcale, pojawiają się w zakresie tematyki IoT. Niestety doświadczenie uczy, że rzeczywistość, a więc stopień skomplikowania zjawisk, każdego projektanta niejednokrotnie przerosło. IoT od tego nie ucieknie.

Szczęśliwie w miarę upływu lat koszty badań w placówkach oraz aparatury zdolnej do badań pre-compliance we własnym zakresie maleją i wiele dawnych skojarzeń przestaje być aktualnych. Badania stają się też coraz bardziej zautomatyzowane, w wielu przypadkach procedura pomiarowa jest wywoływana naciśnięciem jednego guzika, tak samo jak dokumentacja. Jest zatem nadzieja, że IoT wyjdzie z tych problemów okresu niemowlęcego, zaraz po tym jak zachwyt nad nową technologią zamieni się w codzienną rutynę.

Robert Magdziak

Chcesz częściej widzieć nasze artykuły w Google? Dodaj ElektronikaB2B do ulubionych źródeł
Powiązane treści
Wstępne badania EMC urządzeń elektronicznych
Białystok będzie miał laboratorium badań pól elektromagnetycznych
Wyniki badań EMC nie są dobre... co robić?
Postęp techniczny w zakresie kompatybilności elektromagnetycznej
Sposoby ograniczania problemów z kompatybilnością elektromagnetyczną
Zobacz więcej w kategorii: Opinie
Pomiary
Lokalizacja bez GPS-a coraz bardziej potrzebna
Pomiary
Instrument-as-a-Software - instrumenty pomiarowe definiowane programowo
Pomiary
Czujniki kwantowe – przyszłość metrologii
Produkcja elektroniki
Certyfikacja: ufność czy ograniczone zaufanie?
Zasilanie
Zasilanie pionowe lekarstwem na problemy z integralnością
Zasilanie
Zasilanie 0,3 V w układach cyfrowych
Zobacz więcej z tagiem: Artykuły
Magazyn
Październik 2026
Magazyn
Wrzesień 2026
Magazyn
Sierpień 2026

Zobaczyć obiekt oczami radaru, czyli dlaczego potrzebujemy laboratorium do pomiarów RCS?

Radar postrzega świat inaczej niż człowiek. Zamiast obrazu tworzonego przez światło widzialne rejestruje echo wysłanej fali elektromagnetycznej. Na odpowiedź radarową obiektu wpływają nie tylko jego rozmiary, lecz także kształt, zastosowane materiały, częstotliwość oraz kierunek obserwacji. Dlatego dwa przedmioty o podobnych wymiarach mogą być dla radaru widoczne zupełnie inaczej. Jak zatem sprawdzić, co radar rzeczywiście "widzi"? Służą temu pomiary RCS, prowadzone między innymi w specjalistycznych laboratoriach, które zapewniają kontrolowane i powtarzalne warunki oraz umożliwiają uzyskanie dokładności wymaganej w danym zastosowaniu.
Zapytania ofertowe
Unikalny branżowy system komunikacji B2B Znajdź produkty i usługi, których potrzebujesz Katalog ponad 7000 firm i 60 tys. produktów