EOL dodatkowym obciążeniem dla łańcucha dostaw

IHS Markit podaje, że na rynku komponentów elektronicznych pojawia się nowy problem dla łańcucha dostaw związany z komponentami wycofywanymi z produkcji (end-of-life, EOL). W ostatnich miesiącach liczba podzespołów zakwalifikowanych do wycofania zaczęła szybko rosnąć, gdyż producenci poszukują możliwości zwiększenia skali produkcji dla poszukiwanych i nowych produktów.

Dodaj do ulubionych źródeł w Google
Posłuchaj
00:00

W tym celu rozbudowują moce wytwórcze oraz jednocześnie kończą produkcję tych mniej popularnych lub starszych chipów po to, aby zwolnić moce przerobowe w posiadanych zasobach. Zakończenia produkcji nasilają też akwizycje i konsolidacje w biznesie, bo wymuszają usunięcie z ofert układów o zbliżonej funkcjonalności, tak samo jak nowe regulacje prawne - REACH w 2013 r. wyrzucił na margines blisko 6000 chipów.

Ogólnie nie ma w takich działaniach nic złego, bo są normalną częścią biznesu, ale okazuje się, że tym razem, w obecnych warunkach niedoborów, wycofywanie puszcza się „na żywioł”. W idealnym przypadku zakończenie produkcji komponentu zawsze przebiega z dużym wyprzedzeniem. Producent informuje klientów oraz dystrybutorów o planowanej dacie zakończenia produkcji (komunikat EOL) i wyznacza termin, do którego będzie przyjmował ostatnie zamówienia. Chodzi o to, aby dystrybucja nie sprzedawała elementów do nowych projektów, a klienci, którzy je kupują regularnie, mogli zgromadzić zapasy lub mieć czas na zmianę projektu.

W tym momencie każdy musi oszacować i podjąć decyzję, ile elementów będzie chciał kupić w ramach ostatniego zamówienia. Dane te spływają do wytwórcy i na podstawie takich deklaracji oraz informacji na temat tego ile części mają dystrybutorzy, określa się wielkość ostatniej serii produkcyjnej. Niemniej dopasowanie popytu i podaży nigdy nie jest dokładne. To tylko połączenie wielu prognoz i zobowiązań.

Po dacie granicznej przez krótką chwilę wszystko jest w porządku, potem sytuacja zwykle się komplikuje. Szacunki klientów co do zapotrzebowania mogą być za małe, bo np. pojawia się dodatkowe nieujęte w prognozie zamówienie, które trzeba obsłużyć. A producent nie musi tej ostatniej serii wytworzyć w zadeklarowanej ilości, tylko np. w mniejszej, bo pamięta, że zawsze w podobnej sytuacji faktyczne zapotrzebowanie było mniejsze od początkowych deklaracji. Dzieje się tak dlatego, że klienci, którzy wcześniej zadeklarowali kupno, wycofują się z zamówień, bo na przykład mają już gotowy nowy projekt lub ukończyli przed czasem wersję bazującą na innych chipach i tych „starych” nie będą więc potrzebować.

Wynikiem tych złożonych procesów jest sytuacja, że zwykle podzespołów ze znakiem EOL na rynku brakuje i firmy OEM mają zawsze jakiś problem z nimi do rozwiązania. U autoryzowanych dystrybutorów ich nie ma, stąd dzwoni się do brokerów oraz firm skupujących nadwyżki z rynku. Kupowanie takich przypadkowych części za pośrednictwem nieautoryzowanego kanału oznacza często konieczność dodatkowego testowania produktów, ponownej certyfikacji i weryfikacji, które mogą być czasochłonne i kosztowne.

Więcej elementów, które są wycofywane w ostatnich miesiącach, oznacza jeszcze więcej pracy i kłopotów dla wszystkich. W obecnej sytuacji dochodzi jeszcze do tego niepewność, gdyż ostatni zakup coraz częściej realizowany jest zgodnie ze schematem, w którym producent mówi: „Zaplanuj swój ostatni zakup, ale nie mamy pojęcia, kiedy dostaniesz elementy ani ile”. To dlatego, że w sytuacji dużego popytu wycofywanie komponentów z produkcji jest przyspieszane, a zamówienia klientów redukowane do tego, co uda się wykonać w takim krótszym okresie, a nie w ilości, która jest potrzebna.

Gdy chętnych na podzespoły wycofane jest wielu, do głosu dochodzą spekulanci, fałszerze i inni dostawcy z szarej strefy. Oczywiście ceny wówczas rosną, ekstremalnie nawet 100-krotnie. Liczba wycofywanych chipów wynosiła przez wiele lat ok. 5-6 tys. rocznie, w 2020 roku było to już 7 tys. a w 2021 roku 8 tysięcy. To dużo, stąd znawcy rynku sugerują, aby każdy chip, który jest na rynku 10 lat i nie ma odpowiednika, traktować jako EOL - aby nie zostać niemile zaskoczonym.

Robert Magdziak

Chcesz częściej widzieć nasze artykuły w Google? Dodaj ElektronikaB2B do ulubionych źródeł
Powiązane treści
Czasy dostaw - trochę lepiej, ale nadal daleko do normalizacji
Łańcuchy dostaw w obliczu napięć geopolitycznych
Zobacz więcej w kategorii: Opinie
Pomiary
Instrument-as-a-Software - instrumenty pomiarowe definiowane programowo
Pomiary
Czujniki kwantowe – przyszłość metrologii
Produkcja elektroniki
Certyfikacja: ufność czy ograniczone zaufanie?
Zasilanie
Zasilanie pionowe lekarstwem na problemy z integralnością
Zasilanie
Zasilanie 0,3 V w układach cyfrowych
Produkcja elektroniki
Analizy procesów i dokumentacja techniczna - tworzyć, czy nie?
Zobacz więcej z tagiem: Aktualności
Informacje z firm
Firma WIN SOURCE na targach ITM Industry Europe 2026 - wsparcie rozwoju łańcucha dostaw europejskiego przemysłu wytwórczego
Gospodarka
Sztuczna inteligencja wychodzi z centrów danych. Chipy neuromorficzne rewolucjonizują obliczenia brzegowe
Gospodarka
Drogie pamięci wypchną z rynku podstawowe komputery

Zobaczyć obiekt oczami radaru, czyli dlaczego potrzebujemy laboratorium do pomiarów RCS?

Radar postrzega świat inaczej niż człowiek. Zamiast obrazu tworzonego przez światło widzialne rejestruje echo wysłanej fali elektromagnetycznej. Na odpowiedź radarową obiektu wpływają nie tylko jego rozmiary, lecz także kształt, zastosowane materiały, częstotliwość oraz kierunek obserwacji. Dlatego dwa przedmioty o podobnych wymiarach mogą być dla radaru widoczne zupełnie inaczej. Jak zatem sprawdzić, co radar rzeczywiście "widzi"? Służą temu pomiary RCS, prowadzone między innymi w specjalistycznych laboratoriach, które zapewniają kontrolowane i powtarzalne warunki oraz umożliwiają uzyskanie dokładności wymaganej w danym zastosowaniu.
Zapytania ofertowe
Unikalny branżowy system komunikacji B2B Znajdź produkty i usługi, których potrzebujesz Katalog ponad 7000 firm i 60 tys. produktów