Indeks, symbol, oznaczenie, czyli jak nazwać produkt

Mamy dzisiaj bazy danych w chmurach obliczeniowych, sztuczną inteligencję, która ułatwia przetwarzanie i analizę danych, kody kreskowe, oprogramowanie do zarządzania produktami, etykiety RFID i NFC, katalogi i porównywarki, zapewniające, że wyszukiwanie produktów i dostęp do informacji technicznej, kart katalogowych stały się banalnie proste. We współczesnym cyfrowym świecie, w którym informacja jest dostępna natychmiast, takie usługi i możliwości dostępu do danych są czymś naturalnym.

Dodaj do ulubionych źródeł w Google
Posłuchaj
00:00

Mimo to, wielu producentów i dystrybutorów stosuje do identyfikacji produktów podejście sprzed dekad, w którym oznaczenie produktu (indeks, symbol) stanowi wieloznakowy ciąg opisujący główne parametry. Takie tasiemcowe oznaczenie stanowi zakodowany zapis marki, obudowy, zakresu temperaturowego, liczby wyprowadzeń, długości kabla, rodzaju wtyku, koloru, tolerancji wartości, a nawet zgodności z RoHS. Oczywiście nie ma żadnego standardu zapisu, przez co cały ten zaszyfrowany tekst staje się czytelny zapewne tylko dla małej grupy osób: producenta i dystrybutora mniej więcej do poziomu menedżera produktu, czyli innymi słowy, dla sprzedawców.

Symbole, takie jak „MSA-C1200CS12.0-18F-DE-2155” lub „TNPW0603174KBEEA”, to przykłady oznaczeń, które są wygodne tylko dla garstki wtajemniczonych. Przy nich kolorowe paski rezystorów są banalnym i przejrzystym systemem informacyjnym. Dzięki nim sprzedawcy nie muszą zerkać do katalogu ani wpisywać czegokolwiek na komputerze. Wszystko, czego potrzebują, mają zapisane w oznaczeniu i dla nich jest to wygodne rozwiązanie, którego będą się kurczowo trzymać.

Dla kupujących komponenty takie oznaczenia to często koszmar. Każdy symbol jest ułożony wg odmiennego schematu, a wiele oznaczeń jest niejednoznacznych. 201 może oznaczać wielkość obudowy, układ pinów, tolerancję lub cokolwiek innego, stąd nie da się nic zgadnąć ani domyślić. Trzeba każdy element sprawdzać i o pomyłkę przy przepisywaniu jest bardzo łatwo. Takich symboli w jednym produkcie mogą być setki, dlatego można postawić tezę, że dla klienta taki system oznaczeń jest niestety sporym utrudnieniem w pracy. Zwiększa też ryzyko złego zamówienia, użycia niewłaściwego elementu w produkcji, konieczności zwrotu, a więc jest czynnikiem wpływającym na większe koszty.

Zapamiętywanie takich długich symboli nie ma sensu. Nie niesie się z tym żadna korzyść, a dodatkowo ludzie nie są dobrzy w pamiętaniu ciągów znaków. Do tego celu służą komputery. Co więcej, rotacja pracowników powoduje, że inwestowanie w szkolenia z systemów oznaczeń nie ma sensu. Kolejnym istotnym powodem jest to, że wieloznakowe kryptooznaczenie udaje rzeczywistą specyfikację (kartę katalogową) i dla części osób ją nawet zastępuje. Spłyca tym samym wartość produktu, bo nie pozwala na uwypuklenie wielu cech, które nie zmieściły się w indeksie. To jest już niebezpieczne, gdyż mimo dwudziestu i więcej znaków, zakodowane w symbolach są tylko główne parametry, a optymalny wybór produktu powinien wymagać głębszej analizy.

Inercja branży, zaszłości historyczne, przyzwyczajenie oraz wygoda są wielką przeszkodą, aby wyjść łatwo z takiego impasu. Być może rozwiązaniem jest dodanie do opisu produktu drugiego krótkiego i czytelnego indeksu, takiego „dla klienta” i spójnego dla całej oferty. Innym pomysłem może być zapisanie indeksu w kodzie QR po to, aby można było go umieścić na etykiecie, w katalogu i metryce produktu w sklepie internetowym.

W zakresie kompozycji oznaczenia też jest wiele do zrobienia. Będzie dobrze, gdy da się wpisać całość bez przełączania zestawu znaków klawiatury ekranowej w smartfonie, a kod będzie przypominał słowa lub sylaby. Im oznaczenie będzie bardziej przypominać język naturalny i funkcjonujące uniwersalne skróty, tym oczywiście lepiej.

Co do zasady każda firma deklaruje, że troszczy się o klientów i zaspokaja ich potrzeby. Może zatem warto rozważyć, czy w tak zdefiniowanym aspekcie najlepiej komunikujemy się z rynkiem?

Robert Magdziak

Chcesz częściej widzieć nasze artykuły w Google? Dodaj ElektronikaB2B do ulubionych źródeł
Zobacz więcej w kategorii: Opinie
Pomiary
Lokalizacja bez GPS-a coraz bardziej potrzebna
Pomiary
Instrument-as-a-Software - instrumenty pomiarowe definiowane programowo
Pomiary
Czujniki kwantowe – przyszłość metrologii
Produkcja elektroniki
Certyfikacja: ufność czy ograniczone zaufanie?
Zasilanie
Zasilanie pionowe lekarstwem na problemy z integralnością
Zasilanie
Zasilanie 0,3 V w układach cyfrowych
Zobacz więcej z tagiem: Komponenty
Prezentacje firmowe
Cewki powietrzne POLFER – konstrukcje, zastosowania i produkcja na zamówienie
Prezentacje firmowe
Architektura Intel Twin Lake: wydajne komputery SBC z chłodzeniem pasywnym dla przemysłu
Nowości
Diody transil HXY MOSFET serii SMBJ: ochrona przed przepięciami o mocy 600 W

Zobaczyć obiekt oczami radaru, czyli dlaczego potrzebujemy laboratorium do pomiarów RCS?

Radar postrzega świat inaczej niż człowiek. Zamiast obrazu tworzonego przez światło widzialne rejestruje echo wysłanej fali elektromagnetycznej. Na odpowiedź radarową obiektu wpływają nie tylko jego rozmiary, lecz także kształt, zastosowane materiały, częstotliwość oraz kierunek obserwacji. Dlatego dwa przedmioty o podobnych wymiarach mogą być dla radaru widoczne zupełnie inaczej. Jak zatem sprawdzić, co radar rzeczywiście "widzi"? Służą temu pomiary RCS, prowadzone między innymi w specjalistycznych laboratoriach, które zapewniają kontrolowane i powtarzalne warunki oraz umożliwiają uzyskanie dokładności wymaganej w danym zastosowaniu.
Zapytania ofertowe
Unikalny branżowy system komunikacji B2B Znajdź produkty i usługi, których potrzebujesz Katalog ponad 7000 firm i 60 tys. produktów