Coraz więcej zmian prawnych dotyczy elektroniki

Na rozwój elektroniki zawsze miały wpływ regulacje prawne oraz wymagania formalne określające kryteria bezpieczeństwa użytkowania, dokładności pomiarów i podobne ustalenia. Wszyscy bez dyskusji z pewnością się zgodzą, że są one potrzebne, gdyż zwykle dotyczą niewidocznych i niełatwych do zbadania cech produktów. Dlatego w naturalny sposób z czasem regulacji prawnych zaczęło przybywać.

Dodaj do ulubionych źródeł w Google
Posłuchaj
00:00

Doszły wymagania związane z kompatybilnością w ramach znaku CE, potem były RoHS, WEEE, regulacje w zakresie gospodarki odpadami i kolejne. Przepisów zaczęło być coraz więcej, a koszt, jaki firmy elektroniczne muszą ponosić, aby dostosować się do nowych wymagań, zaczął w konsekwencji szybko rosnąć. W ostatnim okresie zmiany prawne dotykające przemysłu elektronicznego wiążą się najczęściej z szeroko rozumianą ekologią, czego najlepszym przykładem może być wprowadzony pół roku temu zakaz sprzedaży tradycyjnych żarówek dużej mocy lub też jednolity system oznaczeń klasy energetycznej dla sprzętu AGD.

Z czasem można dostrzec, że regulacje prawne sięgają elektroniki coraz głębiej, wyśrubowując wymagania techniczne, mocno promując nowe i niestety jeszcze drogie technologie. Urzędnicy zachęceni wcześniejszymi sukcesami i brakiem większych oporów ze strony branży w coraz mniejszym stopniu wahają się przed wprowadzaniem kolejnych zmian.

Czytając ostatnią dyrektywę określającą wymagania dotyczące poboru przez urządzenia elektroniczne mocy w trybie standby, jaka właśnie weszła w życie, można odnieść wrażenie, że jesteśmy już blisko granicy, w której ciężar kreacji technologicznej nowych produktów i decydujące zdanie na temat nowych technologii należeć będzie nie do ewoluującego rynku, ale do urzędników.

Od połowy 2009 roku obowiązuje rozporządzenie Komisji Europejskiej WE 278/2009 będące częścią większych zmian prawnych definiujących „Ekoprojekt”, czyli innymi słowy zagadnienia, które wiążą się z projektowaniem urządzeń elektronicznych pod kątem dużej sprawności. Oglądanie najlepiej rozpocząć od trzeciej strony, ponieważ podczas lektury pierwszych dwóch kartek, gdzie ustawodawca wymienia dziesiątki korzyści, jakie przyniesie nowe prawo i zachwyca się nad swoją dalekowzroczną polityką, zaciemnia obraz całości.

Dokument precyzuje, jaką moc biegu jałowego (standby) mogą pobierać zasilacze zewnętrzne o mocy do 250W, a więc pewnie znaczny procent używanych w elektronice, oraz jaką muszą mieć one średnią sprawność. Ustalone progi są dość wysokie, bo dla mocy standby wynoszą maksymalnie 0,5W, a za dwa lata już w wielu przypadkach dopuszczalna wartość wyniesie tylko 0,3W. Podobnie wysoko ustalono kryterium wymaganej średniej sprawności, a więc nie tej liczonej w najlepszych warunkach, jak to zwykle jest podawane w kartach katalogowych.

Efektywność przetwarzania energii w zasilaczach musi przekraczać 85%, a potem dla jednostek o mocy powyżej 51W nawet 87%. Dla zasilaczy o mniejszej mocy wymagana sprawność też jest niewiele mniejsza, gdyż sprytnie została określona z wykorzystaniem logarytmu mocy wyjściowej. Na pierwszy rzut oka, rozporządzenie nie wydaje się niczym szczególnym, jednak w praktyce oznacza brak możliwości sprzedaży dużej części z funkcjonujących na rynku konstrukcji, które nie tylko mają niższą sprawność, dla wersji o większej mocy rzadko przekraczającą 80%, ale też pobierają mniej więcej dwukrotnie więcej mocy na biegu jałowym.

Rzut oka na katalogi kilku najpopularniejszych producentów zagranicznych i krajowych wystarcza, aby przekonać się, że wiele zasilaczy, które, wydawałoby się, są technologicznie nowe, nie spełni tych wymagań. Rozporządzenie nie dzieli też zasilaczy na impulsowe i z wykorzystaniem klasycznego transformatora, co prawdopodobnie stanie się problemem dla producentów transformatorów sieciowych.

Projekty ekologiczne oraz walka o niskie zużycie energii z pewnością są potrzebne do rozwoju technologii i korzystne dla rynku. Niemniej boję się, że tak nagłe wprowadzenie głębokich zmian jakościowych przyniesie sporo szkód. Pozostaje mieć cień nadziei, że wchodzące w życie zmiany prawne mimo wszystko staną się dla rynku zasilaczy czynnikiem rozwojowym, a nie gwoździem do trumny.

 

Robert Magdziak

Chcesz częściej widzieć nasze artykuły w Google? Dodaj ElektronikaB2B do ulubionych źródeł
Powiązane treści
Jakie zmiany na rynku przynosi nowelizacja Prawa energetycznego
Zobacz więcej w kategorii: Opinie
Pomiary
Instrument-as-a-Software - instrumenty pomiarowe definiowane programowo
Pomiary
Czujniki kwantowe – przyszłość metrologii
Produkcja elektroniki
Certyfikacja: ufność czy ograniczone zaufanie?
Zasilanie
Zasilanie pionowe lekarstwem na problemy z integralnością
Zasilanie
Zasilanie 0,3 V w układach cyfrowych
Produkcja elektroniki
Analizy procesów i dokumentacja techniczna - tworzyć, czy nie?
Zobacz więcej z tagiem: Artykuły
Magazyn
Wrzesień 2026
Magazyn
Sierpień 2026
Targi zagraniczne
Electronica 2026 - targi i konferencja producentów elektroniki

Zobaczyć obiekt oczami radaru, czyli dlaczego potrzebujemy laboratorium do pomiarów RCS?

Radar postrzega świat inaczej niż człowiek. Zamiast obrazu tworzonego przez światło widzialne rejestruje echo wysłanej fali elektromagnetycznej. Na odpowiedź radarową obiektu wpływają nie tylko jego rozmiary, lecz także kształt, zastosowane materiały, częstotliwość oraz kierunek obserwacji. Dlatego dwa przedmioty o podobnych wymiarach mogą być dla radaru widoczne zupełnie inaczej. Jak zatem sprawdzić, co radar rzeczywiście "widzi"? Służą temu pomiary RCS, prowadzone między innymi w specjalistycznych laboratoriach, które zapewniają kontrolowane i powtarzalne warunki oraz umożliwiają uzyskanie dokładności wymaganej w danym zastosowaniu.
Zapytania ofertowe
Unikalny branżowy system komunikacji B2B Znajdź produkty i usługi, których potrzebujesz Katalog ponad 7000 firm i 60 tys. produktów