Wzrosty wynikają z większych kosztów działalności, inwestycji rozwojowych fabryk półprzewodników, które zwiększyły koszty produkcji chipów w ostatnim roku od ok. 3 do 10%. Korekty cen dotyczą większości fabryk oraz procesów technologicznych, także tych starszych, co przekonuje, że są to zmiany strukturalne dla całego rynku, a nie incydentalne ruchy dotyczące wybranych firm lub grup podzespołów. W ciągu ostatnich kilku miesięcy ceny układów DRAM w zasadzie się podwoiły, typowy laptop kosztuje 50 dolarów więcej, a dyski zdrożały o 40%. To nie są drobne korekty inflacyjne.
Poza kosztami za podwyżki odpowiada wzrost zastosowań związanych ze sztuczną inteligencją (AI), który poza pamięciami zwiększył również popyt na układy zarządzania energią i sterowania, a także na elementy pasywne, takie jak kondensatory MLCC. Trzeci czynnik, o najmniejszym znaczeniu, stanowi sezonowy wzrost popytu na elektronikę, charakterystyczny dla okresu świąt, stale zwiększający się stopień elektronizacji samochodów oraz małe zapasy u producentów elektroniki.
Bardzo podrożało w ostatnich miesiącach wiele kluczowych surowców, np. złoto, srebro i miedź, co wpływa na ceny elementów pasywnych i złączy. Efekt jest taki, że presja cenowa rozprzestrzenia się w całym łańcuchu wartości półprzewodników.
W takich warunkach producenci komponentów przerzucają większe koszty na klientów, po to aby utrzymać albo nawet poprawić rentowność biznesu. Struktura podwyżek wskazuje ponadto, że potencjał produkcyjny i zasoby infrastrukturalne z nim związane są przesuwane na bardziej zaawansowane procesy technologiczne. W efekcie ceny tych zaawansowanych produktów zmieniają się minimalnie, a tych pochodzących ze starszych procesów w stopniu największym. Najbardziej jest to widoczne w pamięciach, gdzie wzrost cen zakłada wyrugowanie z rynku starszych układów DDR4.
Efekt jest taki, że firmy produkcyjne z obszaru elektroniki użytkowej, motoryzacji i IT odnotowują gwałtowny wzrost kosztów. Może to doprowadzić do przetasowań i wypadnięcia z biznesu słabszych firm na skutek zmniejszających się marży na działalności. Co istotne, obecna sytuacja zasadniczo różni się od tej sprzed kilku lat, gdy wzrosty były wynikiem poważnych niedoborów. Nie występuje powszechny brak podaży, ani nie ma masowego wzrostu cen we wszystkich kategoriach produktów. Innymi słowy, obecne wzrosty nie mają charakteru spekulacyjnego.
Pięć lat temu sytuacja geopolityczna była też stabilna, a teraz między głównymi potęgami gospodarczymi jest wiele napięć. Doprowadziły one do ograniczeń handlowych i dodatkowych ceł, co skłoniło globalne firmy do zmiany cen swoich produktów w celu zrównoważenia potencjalnych strat i ryzyka. Sektor motoryzacyjny, zależny od dyskretnych półprzewodników Nexperii, doświadczył największej zmienności. Chociaż Chiny wycofały się ostatnio z kontroli eksportu, sytuacja pozostaje niestabilna i powoduje m.in. duże wahania cen srebra, tantalu, miedzi i cyny.
W przypadku podzespołów pasywnych wiodący dostawcy, tacy jak Yageo, Kyocera AVX, Panasonic i Sunlord, nieustannie intensywnie inwestują w zaawansowane moce produkcyjne, certyfikację produktów klasy motoryzacyjnej i badania niezawodności. Inwestycje te są niezbędne do spełnienia rygorystycznych wymagań dotyczących elektroniki samochodowej, sterowania przemysłowego, serwerów AI i infrastruktury sieciowej. To oznacza duże koszty po ich stronie, które ktoś musi pokryć.
Dla elektroniki profesjonalnej podwyżki nie będą problemem, bo wartość takich produktów jest większa niż cena BOM. Ale era taniej elektroniki konsumenckiej, którą się użytkuje krótko, a potem wyrzuca na śmietnik, może dobiec końca. Niekoniecznie to jest zła wiadomość.