Jak żyć w czasach "product obsolescence"?

Elementy półprzewodnikowe, tak samo jak wiele innych produktów, mają określoną żywotność, czyli czas, przez który są produkowane i dostępne w sprzedaży. Trudno powiedzieć, ile dokładnie wynosi ten okres, gdyż zależy od typu podzespołu, popularności i zapotrzebowania rynku, uniwersalności, a także innych aspektów, takich jak opłacalność dla producenta lub dostępności technologii wytwórczej (maszyn). Żywotność zależy również od przeznaczenia, gdyż układ dla elektroniki konsumenckiej nie musi być dostępny tak długo, jak ten do sprzętu przemysłowego czy dla wojska.

Dodaj do ulubionych źródeł w Google
Posłuchaj
00:00

Wspólnym zjawiskiem dla rynku jest to, że ta żywotność półprzewodników stale się skraca, a po pandemii i okresie niedoborów proces ten znacznie przyspieszył i coraz częściej staje się istotnym problemem dla firm, zwłaszcza tych z rynków profesjonalnych.

Średnia żywotność wynosi dzisiaj 3 lata i waha się w granicach od 2 do 7 lat. Jeszcze niedawno była o 2 lata dłuższa, stąd zmiana jest znacząca. Na przestrzeni dwóch dekad elektronika konsumencka rozwinęła się tak bardzo, że dominuje w sprzedaży i dyktuje, co ma pierwszeństwo w produkcji. Komponenty specjalne, dawniej mające duży udział w rynku, dzisiaj stanowią tylko 2% wolumenu. Jest to jeden z czynników napędowych dla procesu skracania się żywotności. Kolejne to potrzeba złagodzenia niedoborów z ostatnich dwóch lat i poprawy rentowności produkcji, które wyrzucają na margines stare i mniej popularne (mniej rentowne) układy po to, aby zrobić miejsce na liniach produkcyjnym tym kupowanym przez wielu, a także są czynnikiem zmniejszającym liczbę dostępnych typów obudów, np. PLCC czy SOIC są postrzegane jako przeżytek. W przypadku chipów specjalnych też to zjawisko jest widoczne i typowe 10 lat longevity skróciło się do 7.

Powodem tego krótszego okna jest to, że elektronika użytkowa zwykle poddawana jest corocznym ulepszeniom. Na przykład Apple co roku wypuszcza nowy model telefonu, konsekwentnie aktualizując swoje produkty w oparciu o wady i możliwości podkreślone przez poprzednie generacje. Dlaczego chip miałby mieć długą żywotność, skoro produkt, który napędza, zostanie wymieniony w ciągu roku?

Na domiar złego żywotność staje się parametrem nieprzewidywalnym. Teoretycznie wycofanie układu z produkcji jest długim procesem zapowiadanym znacznie wcześniej przez komunikaty o planowanym zakończeniu wytwarzania. Dzięki nim można kupić potrzebne elementy na zapas, a to, co zostanie, łącznie z krzemowymi strukturami, kupują wyspecjalizowani dystrybutorzy, po to, aby przez długi czas obsługiwać zapotrzebowanie rynku z tych zapasów. Firmy te nie tylko magazynują resztki, ale także zajmują się pakowaniem struktur, a nawet produkują układy w oparciu o licencję producenta.

Z pewnością to pomaga w łagodzeniu problemów, ale ponieważ cykl życia półprzewodników w dalszym ciągu się skraca, a liczba powiadomień o zaprzestaniu produkcji (PDN) zwiększa się, niekoniecznie da się w ten sposób obsłużyć wszystkich potrzebujących. Poza możliwościami obsługi chodzi o duże koszty takich zachomikowanych układów, przekraczające możliwości wielu firm.

W trudnych czasach - jak teraz - firmy OEM nie wykorzystują nawet możliwości kupna układów na zapas w ramach ostatniego zamówienia, bo nie mają funduszy do zamrożenia na lata. Koszt przechowywania chipów przez lata też jest dużym obciążeniem finansowym, a na dodatek coraz więcej mamy sytuacji, że producenci przyspieszają czas wycofywania układu, zostawiając mało czasu firmom OEM na działania zaradcze. Nie ma reguły, ile ma trwać wycofywanie z produkcji, stąd w praktyce jest różnie, czyli nieprzewidywalnie.

Większość poradników na temat, jak radzić sobie z komponentami wycofywanymi z produkcji, ogranicza się do sugestii, aby blisko współpracować z dystrybutorem, po to, aby wiedzieć wcześniej, kupić na zapas itd. To z pewnością prawda, niemniej uważam, że koniecznie jest też takie projektowanie urządzeń, aby do wszystkich kluczowych elementów mieć drugie źródło. W przeciwnym razie będą duże wydatki.

Robert Magdziak

Chcesz częściej widzieć nasze artykuły w Google? Dodaj ElektronikaB2B do ulubionych źródeł
Powiązane treści
"Prawo do naprawy" wejdzie w życie za niecałe pół roku
Kanadyjski start-up opracował akumulatory Li-Ion o czterokrotnie dłuższej żywotności
ITR i Semicon pracowali nad wydłużeniem żywotności elektroniki
Zobacz więcej w kategorii: Opinie
Pomiary
Instrument-as-a-Software - instrumenty pomiarowe definiowane programowo
Pomiary
Czujniki kwantowe – przyszłość metrologii
Produkcja elektroniki
Certyfikacja: ufność czy ograniczone zaufanie?
Zasilanie
Zasilanie pionowe lekarstwem na problemy z integralnością
Zasilanie
Zasilanie 0,3 V w układach cyfrowych
Produkcja elektroniki
Analizy procesów i dokumentacja techniczna - tworzyć, czy nie?
Zobacz więcej z tagiem: Aktualności
Informacje z firm
Firma WIN SOURCE na targach ITM Industry Europe 2026 - wsparcie rozwoju łańcucha dostaw europejskiego przemysłu wytwórczego
Gospodarka
Sztuczna inteligencja wychodzi z centrów danych. Chipy neuromorficzne rewolucjonizują obliczenia brzegowe
Gospodarka
Drogie pamięci wypchną z rynku podstawowe komputery

Kompatybilność elektromagnetyczna

Historia EMC (electromagnetic compatibility) zaczyna się od potrzeby opanowania problemu: co zrobić, gdy jedno urządzenie zaczyna zakłócać pracę drugiego. Miała swój początek wraz z pojawianiem się coraz większej liczby urządzeń elektrycznych wykonujących bardziej złożone zadania. Początkowo problem ten miał charakter niemal przypadkowy, a przybrał rolę istotnego wyzwania technicznego wymagającego systematycznego podejścia. Aktualnie jest to obowiązkowy punkt w produkcji urządzeń elektrycznych oraz elektronicznych.
Zapytania ofertowe
Unikalny branżowy system komunikacji B2B Znajdź produkty i usługi, których potrzebujesz Katalog ponad 7000 firm i 60 tys. produktów