Jedną z najlepiej rozpoznawanych w świecie specjalności Elpromy jest synchronizacja w IT

| Wywiady

Na temat dostarczania siecią komputerową precyzyjnej informacji o czasie rozmawiamy z Tomaszem Widomskim, z Rady Nadzorczej spółki Elproma. Zapraszamy do lektury!

Jedną z najlepiej rozpoznawanych w świecie specjalności Elpromy jest synchronizacja w IT
  • Kiedy pojawiło się w firmie zainteresowanie synchronizacją czasu?

Z synchronizacją zetknąłem się przed rokiem 1990, jeszcze podczas informatycznych studiów na Politechnice Warszawskiej, gdzie zajmowałem się współbieżnością programowania. Zaraz po studiach wyjechałem na staż do Holandii, gdzie sprawdziłem w praktyce własne badania w nowym projekcie komputera mainframe o nazwie Multi User PC. Tam poznałem inwestorów Elpromy związanych z firmą C&K. Skutkiem było wspólne powołanie w 1992 r. spółki w Polsce. Zaczynaliśmy jako firma handlowa, która zatrudniała 2 osoby. Szybko dołączył mój obecny partner Robert Bender, którego znałem wcześniej z okresu studiów. Naszym zadaniem było sprzedawanie w Polsce przełączników C&K oraz drukarkowych selektorów Elpromy. Nie ukrywam, że od początku mieliśmy z Robertem marzenia robienia własnych produktów.

Pozyskanie zachodniego inwestora było w tamtych czasach bardzo trudne, a takiego, który podejmie się popularyzacji polskiego produktu na Zachodzie, było jeszcze trudniejsze, a nam się udało. Pierwszym produktem Elpromy wytwarzanym w Polsce był zegar DCF77 PC Clock w wersji z interfejsem RS232, dołączany do komputera PC. Stosowany był jako źródło czasu w energetyce, bankowości i administracji. Jego sprzedażą zajęli się koledzy z Holandii i Belgii. Atutem była wysoka jakość wykonania oraz większa od konkurencji odporność na zakłócenia sygnału DCF77, które z czasem były coraz dokuczliwsze. Dlatego w roku 1996 roku stworzyliśmy wspólnie z Jarkiem Cichorskim analogiczny zegar oparty na odbiorniku GPS. Został on bardzo dobrze przyjęty. Wówczas byliśmy przekonani, że GPS to prawie doskonałe rozwiązanie.

Ten komfort postrzegania zmieniał się na przestrzeni lat, im bardziej rozumieliśmy, że przemysł ewoluuje w stronę systemów rozproszonych i zbyt silnie uzależnia się od niedoskonałego GPS. Klienci zaczynali też częściej pytać o wersje sieciową Ethernet z protokółem NTP. Pytanie padło na podatny grunt i w roku 2000 powstał pierwszy sieciowy serwer czasu Elpromy zrealizowany na zamówienie polskiego Sejmu. Tak się składa, że w roku 2020, a więc równo w, 20 lat później, najnowszą odsłonę tego modelu w wersji z protokołem PTP IEEE1588 dostarczyliśmy do Parlamentu Europejskiego i Komisji Europejskiej.

  • Synchronizacja czasu to zagadnienie specjalistyczne i mało znane. Może dlatego, że nawet zdefiniowanie, czym jest czas i synchronizacja nie są łatwe, prawda?

Odpowiadając na pytanie "Czym jest czas", zacytuję św. Augustyna, "Jeśli nikt mnie o to nie pyta, wiem. Jeśli pytającemu usiłuję wytłumaczyć, nie wiem". Nasza intuicja podpowiada, że skoro umiemy czytać zegary, to sprawa nie może być trudna - nic bardziej mylnego. W fizyce czas oznacza zmianę, a w elektronice pełni funkcję "dyrygenta orkiestry" układów scalonych taktowanych zboczem jednego sygnału. Określanie jednoczesności zdarzeń z bardzo dużą dokładnością jest dzisiaj w cenie. Oczywiście widząc czas na pulpicie komputera czy na wyświetlaczach dworcowych, również mamy do czynienia z synchronizacją. Elproma zajmuje się jednak zupełnie czymś innym.

Od 20 lat zajmujemy się profesjonalną telemetrią M2M, a przesyłanie czasu siecią TCP/IP jest jej poddziedziną z pogranicza metrologii czasu. Niewiele osób wie, że synchronizacja zegarów opiera się na zwykłej teorii sygnałów. Sam mechanizm przesyłania danych z czasem nie różni się od zdalnego odczytu liczników prądu, gazu czy wody, czyli popularnego dziś w telemetrii tzw. smart-meteringu. Zadziwić może fakt, że przesyłanie czasu siecią nie wymaga nawet rygoru zachowania czasu rzeczywistego. Nie ma znaczenia dla dokładności czy dane te podróżują długo, czy krótko. Ważna jest za to cykliczna powtarzalność i dwukierunkowa wymiana telemetrii synchronizowanych wzajemnie urządzeń master-slave pracujących po obu stronach sieci. Synchronizacja to porównanie zegarów wymuszające korektę ich nastawień tak, aby pozostawały możliwie zgodne we wskazaniach.

 
Tomasz Widomski - Elproma

Trudność synchronizacji przez Ethernet polega na dążeniu do bezstratnego odtworzenia oryginalnego zegara wejściowego, ale już po drugiej stronie sieci komputerowej w synchronizowanym urządzeniu końcowym. Aby to osiągnąć, potrzebna jest, obok transportu danych telemetrii, również pewna inteligencja samych zegarów w synchronizowanych urządzeniach końcowych. Musi ona umożliwiać drobne zmiany nastawień w parametrach strojenia oraz uwzględniać opóźnienia między kartą LAN, procesorem a pamięcią RAM. Inteligencję taką współcześnie zamyka się w układzie FPGA, którego programowanie jest szczególnie wymagające, bo to od płynności działania kodu wewnątrz FPGA zależy późniejsza dokładność synchronizacji i błędy. Jeżeli ktoś mówi mi, że współczesny serwer czasu to PC, karta LAN i protokół NTP, to ja nie neguję tego, ale dodaję, że podana definicja, gdyby dotyczyła samochodów, brzmiałaby mniej więcej, że samochód to karoseria, cztery koła i paliwo. Celowo pomijam silnik, ponieważ w synchronizacji jego substytutem jest właśnie równomiernie pracujący układ FPGA obsługujący stos PTP/IEEE1588, jego profile, jak i protokół NTP.

  • Dlaczego synchronizacja ucieka do sieci komputerowej? Przecież synchronizacja działa dobrze od dawna.

Wcześniej do sieci uciekł cały przemysł, telekomunikacja, energetyka, multimedia, a ostatnio również telewizja.

W sieci jest wszystko, bo tak jest taniej, mniej kabli do układania i łatwiej jest tym zarządzać. Teraz przyszła kolej na "czas z gniazdka", tzn. taki, który zapewni stabilność pracy całego IT.

Czas dystrybuowany siecią Ethernet stanowi skuteczną alternatywę dla GPS, z którym mamy coraz większy kłopot. Czas wywołuje w przemyśle skutki prawne i wzrasta odpowiedzialność karna za powstałe awarie systemów. To następstwo złożoności samych systemów, ale i wzrastającej współzależności między systemami w przemyśle. Takie systemy jak domino łatwo jest potrącić, ale na szczęście dziś gęstość ustawienia jest na tyle mała, że nie wyrządzi szkody na dużą skalę. Chodzi o to, aby być przygotowanym, gdy współzależność systemów w Przemyśle 4.0 osiągnie taki poziom, w którym potrącenie jednego elementu zagrozi efektem domina w skali odczuwalnej dla gospodarki. Niestety nie starcza nam wyobraźni, że to ostatni już moment na poprawy. Trochę przypomina to dyskusje nad zmianami klimatycznymi. Pewnego dnia okaże się, że jest za późno. Jest też inny powód, dlaczego synchronizacja przenosi się do sieci komputerowej. To konieczność synchronizacji systemów rozproszonych. A dzisiaj wszystko jest rozproszone, zaczynając od wielkiej chmury Microsoft Azure, po miniaturowy system sieci lidarów IP pracujący pod maską autonomicznego samochodu Tesli. Wyzwaniem jest tu precyzyjne wyznaczanie wspólnego momentu - chwili "teraz". Potrzebne jest więc wspólne źródło czasu i informacja rozgłaszana siecią komputerową.

  • To może źródłem czasu mógłby być GPS i jego sygnał 1PPS?

Zasadniczym problemem amerykańskiego GPS i innych z grupy GNSS jest ich wojskowa natura.

 
Różnice w czasie UTC dla poszczególnych państw na przestrzeni lat, w nanosekundach

Z wyjątkiem europejskiego Galileo wszystkie pozostałe nie mogą zapewnić dostępności UTC w sytuacjach kryzysowych. Istnieją stosowne dyrektywy zezwalające na ograniczanie GPS bez uprzedzenia opinii publicznej. Zdarzają się też zwykłe awarie tych systemów, błędy satelitów, pomyłki w telemetrii Ziemia-kosmos. Największy problem stanowią jednak same komercyjne odbiorniki GNSS wbudowane w urządzenia. W synchronizacji opartej na GNSS błąd jednego roku jest tak samo prawdopodobny jak skok o jedną milisekundę. Dzieje się tak, ponieważ czas wewnątrz odbiornika GNSS reprezentowany jest numerycznie i podlega procesowi przetwarzania, wykazując sporą podatność na błędy przepełnień. Ma to miejsce, zwłaszcza gdy producent upchnie w jednym bajcie obok czasu również datę. Łatwo wtenczas przenieść bit przepełnienia milisekundy na pole kodujące datę i problem gotowy.

Sam odbiornik GPS ma sporo do policzenia i ma sporo okazji do popełniania błędów. Błędnie domniemajmy, że czas i pozycja wysyłane są do nas z kosmosu. Czas i pozycja wyznaczane są tu na Ziemi w odbiorniku GPS. Każdy odbiornik robi to inaczej, ale każdy musi uwzględniać poprawkę szczególnej teorii względności Einsteina, która wynosi 7 μs/24 h, co wiąże się z prędkością 14 tys. km/h z jaką poruszają się satelity GPS po orbitach względem ziemi. Druga ważna poprawka to -42 μs/24 h wynikająca z ogólnej teorii względności Einsteina i wpływu grawitacji na zjawisko rozciągania czasu. Na Ziemi czas płynie wolniej niż w kosmosie. Obie wielkości są przeciwstawne znakiem więc dzienna korekta czasu, jaką odbiornik GPS musi policzyć po odebraniu telemetrii z satelitów wynosi aż 35 μs/dobę. To bardzo dużo zważywszy, że np. współczesna telekomunikacja 5G dopuszcza maks. błąd 10 ns.

Danymi odbieranymi z GNSS można też łatwo manipulować, tworząc fałszywą emisję sygnałów satelitarnych na Ziemi. Można też zagłuszać oryginalny sygnał. Co więcej, czas UTC wcale nie jest taki uniwersalny, jak wskazuje jego nazwa - każda konstelacja grupy GNSS ma swoją prywatną skalę czasu UTC(k) i one się różnią. Na przykład rozbieżność UTC amerykańskiego systemu GPS i rosyjskiego Glonass to 40 ns, a bazowe skale czasu GPS(T) i Glonass(T) różnią się dziś aż o 19 s. Różna jest numeracja dni tygodnia. Chińczycy w Beidou numerują dni w przedziale 0-6, podczas gdy pozostali 1-7. Wszystkich przypadków jest zbyt dużo, aby przetestować na symulatorach w laboratorium. Mimo że odbiorniki coraz częściej wyposażane są w inteligencję rozpoznawania ataków, to nie rozwiązują one samego problemu.

  • Czyżby synchronizacja była obok telemetrii również dziedziną cyberbezpieczeństwa?

Zdecydowanie tak! Dziś synchronizacja ściśle wiąże się z cyberbezpieczeństwem. Zamiast włamywać się do sieci wewnętrznej, prościej jest destabilizować pracę całego IT poprzez zdalne zaburzenie synchronizacji, np. manipulując GPS-em. Ponadto manipulując czasem, można zaburzyć chronologię zdarzeń w dziennikach Log. Traci się wtenczas bezpowrotnie szansę analizy błędów i ustalenia przyczyny awarii. Dziś zmianie uległ paradygmat cyberbezpieczeństwa, a ataki hackerskie klasy "Time synchronization attack" i "Time delay attack" są jednymi z najbardziej prawdopodobnych i najniebezpieczniejszych dla silnie zautomatyzowanej i uzależnionej od GPS gospodarki.

Dlatego mówi dziś o rosnącym znaczeniu czasu urzędowego. Potrzebna jest unifikacja wzorca czasu i normalizacja standardów dla Przemysłu 4.0. To jest przedmiotem wschodzącej technologii TSN (Time Sensitive Networking). Synchronizacja będzie wywoływać skutki prawne, nie tylko jako konsekwencja awarii, ale również skutki w postaci nowych podatków.

Na przykład we Włoszech pobierany jest już specjalny podatek od finansowych transakcji giełdowych, których czas od zakupu do sprzedaży akcji jest krótszy od 15 μs. Polskę również obowiązują rygory synchronizacji opisane w dyrektywie MiFID II dla sektora finansowego, ale w porównaniu z innymi pozostajemy dopiero w przedsionku tzw. rynków wschodzących.

Podobnie wygląda sytuacja w energetyce. W Polsce mamy obecnie okres poprzedzający tę erę. Pozostajemy nadal skoncentrowani na telemetrii zdalnych odczytów smart-metering, gdzie synchronizacja nie stawia wysokich wymagań dokładności. Wyzwanie zaczyna się wraz z transformacją do energetyki rozproszonej. Polskę czeka milowy krok ewolucyjny konieczności stworzenia skalowalnej infrastruktury szkieletowej oferującej dwukierunkowy przepływ prądu. Rejony z nadmiarem energii muszą bowiem wspierać rejony z jej niedomiarem. Sytuacja zmieniać się będzie dynamicznie. Tu zaczynają obowiązywać zasady podobne do kierowania ruchem kolejowym, z tą różnicą, że odpowiednikami "zwrotnic" są sterowane zdalnie przekaźniki IED, przełączane jednocześnie po obu stronach "toru" i to z bardzo dużą dokładnością mikrosekundy.

W energetyce smart-grids przyszłości nadrzędna rola elektrowni jest też ograniczona. Prąd może wytwarzać wiele równoważnych sobie miejsc jednocześnie i rodzi to problem ustalenia zgodnej częstotliwości 50 Hz. Znaczenie rozproszenia energetyki jest duże między innymi dla potrzeby budowy sieci stacji ładowania samochodów elektrycznych w naszym kraju. Niestety wadą energetyki smart-grids jest nadrzędna rola synchronizacji i konieczność zapewnienia precyzyjnie zgodnego czasu na obszarze całego państwa. W energetyce smart-grids błąd synchronizacji może oznaczać w konsekwencji bardzo poważną awarię - blackout.

Bez zgodności czasu niemożliwe jest też precyzyjne strojenie pasm radiowych, zarządzanie kanałami transmisyjnymi telefonii 5G ani telewizji cyfrowej DVB-T2. Można by było ratować się wprowadzaniem dodatkowych zabezpieczeń, ale odbywałoby się to kosztem obniżenia wydajności posiadanego pasma, zakupionego przecież za bardzo duże pieniądze. W konsekwencji zmniejszałaby się szybkość transmisji oraz liczba jednocześnie obsługiwanych abonentów, a w tym urządzeń telemetrii bezprzewodowej M2M, a to ponownie stwarza zagrożenie dla stabilności Przemysłu 4.0.

  • Ale przecież bez problemu można kupić dzisiaj mały oscylator atomowy. Nie wystarczy go wykorzystać?

Takie źródło dostarcza jedynie stabilną częstotliwość, a nie zapewnia informacji o czasie i kalendarzu UTC. Częstotliwość to sygnał o precyzyjnie ustalonym okresie. Nie rozwiązuje problemu wyznaczania wspólnego momentu "teraz" w oddalonych od siebie miejscach. Definiowanie współbieżności w systemach telemetrii rozproszonej M2M wymaga synchronizacji na poziomie sensorów IP, którym powierza się często autonomię pracy. Dane z sensorów przesyłane w czasie rzeczywistym mogą się zdezaktualizować podczas podróży siecią. Bez synchronizacji węzłów sieci i urządzeń końcowych nie można wyliczyć precyzyjnie opóźnień, a więc określić przydatności odebranych danych do dalszego przetwarzania.

Ponadto, zegar atomowy np. cezowy kosztuje kilkadziesiąt tysięcy dolarów i ma ograniczoną trwałość, bo bazuje na lampie, którą trzeba wymieniać. Natomiast te zminiaturyzowane zegary są wrażliwe na zmiany temperatur, często same grzeją się do bardzo wysokich temperatur, a więc wymagają doświadczenia w integracji z pozostałą elektroniką. Zegar jest też źródłem zakłóceń elektromagnetycznych i może mieć wpływ na pracę innych układów.

  • Jak uzyskuje się dokładną informację o czasie?

Za wyznaczanie dokładnego czasu UTC odpowiada w każdym państwie narodowy instytut metrologii.

W Polsce funkcję tę pełni Główny Urząd Miar RP. Elproma współpracuje z GUM w ramach porozumienia TA(PL) od 2002 roku. Urząd może kalibrować, tzn. dostroić dostarczone mu zegary do narodowych cezowych wzorców czasu. Urząd udostępnia też swoje wzorce sieciowe publicznie za pomocą protokołów NTP i PTP/EEE1588. Sposoby rozpowszechniania wzorców czasu urzędowego w Polsce określa ustawa. Czas jest chroniony prawnie nie tylko w naszym kraju. Niebawem czasem obowiązującym na terenie UE będzie również czas z systemu Galileo. Wyznaczanie narodowych skal czasu UTC koordynuje BIPM Francja. Czas dla Galileo tworzą europejskie laboratoria metrologii. Polska bierze w tym również czynny udział.

  • A jaki jest wkład Elpromy w synchronizację światową?

Elproma wyspecjalizowała się w synchronizacji infrastruktur krytycznych oraz w obsłudze profesjonalnej metrologii czasu. Potrafimy dostarczać zgodny i stabilny czas urzędowy na dużym obszarze tam, gdzie warunki odbioru sygnałów satelitarnych są trudne lub niepewne, a priorytetowe pozostaje cyberbezpieczeństwo.

W roku 2019 dostarczyliśmy 300 rubidowych serwerów NTS-500 do energetyki smartgrids w Azji. Pokonaliśmy tam nowozelandzką firmę Tekron, o bardzo zbliżonej do Elpromy ofercie, którą właśnie niedawno w końcu roku 2020 przejął amerykański koncern Microchip. Wartość transakcji została utajniona, ale eksperci oceniają, że mogła ona osiągnąć do 20 mln dolarów. Wcześniej Microchip przejął Microsemi, a ten wchłonął Symmetricom, który w pierwszej dekadzie milenium przejmował Truetime i Datum. Wygrywamy więc na arenie, gdzie są przejęcia i fuzje liczone w dziesiątkach milionów. Elpromę traktuje się z powagą jako konkurencję. Podpatruje się i kopiuje nasze pomysły i rozwiązania. Wydaje nam się, że to spory wkład - bo rozsławiamy polską myśl techniczną w trudnym niszowym segmencie high-tech, jakim jest czas.

 
Konstelacje saterlitarne i ich skale czasu

Nasz główny wkład w światową służbę czasu wykracza poza biznes. Współtworzymy aktywnie światowy segment synchronizacji na przestrzeni ostatnich 20 lat. Wyznaczamy kierunki i trendy - szczególnie te w kwestiach cyberbezpieczeństwa. W latach 2009-2014 współtworzyliśmy White Rabbit w CERN-ie (dziś to część IEEE1588:2019), później w 2013-2014 opracowaliśmy komputer TAKT kompensujący opóźnienia wewnętrzne do zera. W latach 2015-2016 uczestniczyliśmy w projekcie Horizon 2020 DEMETRA, prezentując unikatowy model dystrybucji czasu urzędowego.

Ale nasz największy i zarazem najmniej znany wkład w światową synchronizację to pomoc w zablokowaniu jednej sekundy przestępnej (tzw. leap second) dodawanej nieregularnie do skali UTC. Po czterech lata niebywałej międzynarodowej aktywności, organizacje BIPM i NIST zgodziły się na postulaty Elpromy usunięcia tej trudnej w obsłudze sekundy. Obsługa nadmiarowej sekundy wywoływała awarie systemów opartych na Linuksie i stanowiła duże zagrożenie dla stabilności zautomatyzowanego przemysłu przyszłości.

  • Czy omawiane zagadnienia są dobrze rozumiane przez specjalistów? Obszar aplikacyjny jest przecież bardzo szeroki.

Największy problem mamy z edukacją rynku. Brakuje nam też poparcia ze strony rodzimego rynku w Polsce. Wiele przetargów opisywanych jest wg specyfikacji urządzeń amerykańskich, na czym dużo tracimy. Nikt nie robi tego specjalnie. Niszowa dziedzina sprawia, że ci, którzy przygotowują przetargi, kopiują materiał z amerykańskich renomowanych firm.

Problem edukacji to oddzielna sprawa. Większość klientów uważa, że skoro problemów z czasem dotychczas nie było, to dlaczego mają się one pojawić akurat teraz. Zapominają, że dwadzieścia pięć lat temu na rynku dopiero pojawiały się pierwsze odbiorniki GPS. Gospodarka nie była tak uzależniona od GPS jak dzisiaj. Nie wiadomo było też, że aż tak łatwo będzie można manipulować sygnałami satelitarnymi GPSa. Ten problem pozostaje do dziś piętą Achillesową największych korporacji światowych. Staramy się je wspierać.

  • A co z podzespołami elektromechanicznymi, od których zaczęliście w 1992 roku?

Elproma była w początku lat 90. pionierem wdrożeń galanterii elektromechanicznej w Polsce. Działaliśmy w czasach, gdy niewielu w naszym kraju stać było, aby zapłacić za zaawansowane elektromechaniczne produkty C&K o wysokiej jakości i ciekawym wzornictwie, bo priorytetem było jedynie to, aby sprzęt był tani. Dzisiaj ponownie chcemy wyznaczać kierunki w biznesie podzespołów. Wprawdzie C&K już nie sprzedajemy, ale kontynuujemy podzespoły z Carling Technologies, Mec i innymi. Intensywnie staramy się rozwijać również nowe linie komponentów w naszej dystrybucji.

Dzisiaj bardziej niż kiedykolwiek jesteśmy w stanie wykroczyć poza stereotyp klasycznej dystrybucji. Jako producent i integrator w telemetrii M2M i synchronizacji możemy zaproponować wartości dodane w postaci szybkiego prototypowania, zabudowy elektroniki wykorzystującej dystrybuowane podzespoły. Coraz częściej powierza się nam integracje gotowych urządzeń klienckich w sieć monitorującą. Nasze największe systemy telemetryczne liczą dziś kilkadziesiąt tysięcy sensorów i liczba ta każdego roku wzrasta. Tak duże systemy telemetrii M2M z pełnym nadzorem potrafią robić jedynie nieliczni jak Elproma. Oferujemy to jako oddzielną usługę, ale ci, którzy współtworzą z nami ekosystem i powierzają nam dystrybucję swoich podzespołów w Polsce, mogą liczyć na szczególne nasze wsparcie. Obecnie zatrudniamy 40 osób i za 8,5 mln zł wybudowaliśmy nową siedzibę w Czosnowie koło Warszawy, gdzie mamy duży teren pod przyszły nasz rozwój.

  • A jak wygląda Wasza przyszłość?

Przygotowując wykup menedżerski w roku 2012, zrozumieliśmy z Robertem Benderem, że w skali długoterminowej ważna będzie dla spółki rola kolejnego pokolenia pracowników. Stworzyliśmy model spółki suwerena, uwzględniający z góry aktywny udział młodszego zespołu. Wykluczyliśmy też zaangażowanie własnych rodzin. Zaproponowaliśmy opcje grupie pracowników związanych z przedsiębiorstwem od lat i odpowiedzialnych za strategiczne obszary jego działania. Taki system motywacji spełnił bardzo szybko nasze oczekiwania, a opcje stały się rzeczywistymi udziałami.

Już w roku 2014 przestałem pełnić funkcję prezesa zarządu spółki i powołaliśmy w to miejsce przejściowy 4-osobowy wspólny z Robertem zarząd, ale już z udziałem też nowo przygotowywanej kadry menedżerskiej. Od roku 2017 za zarządzanie firmą odpowiada Monika Wardzyńska, a jej prawą ręką jest Krzysztof Borgulski.

Nie oznacza to, że pozostajemy z Robertem mniej aktywni. Wręcz przeciwnie, wspieramy zarząd. Dopiero teraz mogliśmy jednak znaleźć chwilę, aby bardziej poświęcić się temu, o czym każdy z nas marzył, ale nie mógł zrealizować, pełniąc codzienne obowiązki w Elpromie. Stało się to możliwe teraz, dopiero powierzając samodzielność kierowania młodym osobom, z którymi przez lata pracowaliśmy razem i osobiście zaufałem im na tyle, aby podzielić się z nimi firmą, ale jednocześnie skorzystać z ich pomysłów, siły i pracowitości.

Odejście od starego systemu jednoosobowej kontroli nad biznesem było istotnym czynnikiem do zapewnienia długofalowego rozwoju Elpromy i ograniczyło ryzyko losowe związane z chorobą jednej osoby. Jest to tym ważniejsze, że Elproma zwiększa swój wynik finansowy oraz rośnie jej udział w globalnym rynku. To dobry moment, abym też podkreślił i podziękował swojemu partnerowi Robertowi Benderowi za trzy dekady wytrwałości we wspólnej ciężkiej pracy budowania przedsiębiorstwa Elproma, którym dziś możemy się cieszyć i zaprezentować jako polską firmę. Dziękuję.

Rozmawiał Robert Magdziak

Dostępne nowe wydanie
Pobierz bezpłatnie