Piątek, 27 lipca 2018

Naprawić czy kupić nowe?

Praktycznie każdy elektronik kiedyś coś naprawiał. Bez względu na umiejętności, pokusa wyeliminowania usterki lub też presja rodziny, prośba znajomych albo zwykły splot okoliczności zmuszają nas do sięgnięcia po narzędzia i lutownicę. Decyzję ułatwia to, że wiele osób w takiej sytuacji podświadomie czuje, że problem może być prosty do rozwiązania, ryzyko niewielkie, a konsekwencje niepowodzenia praktycznie żadne.

Naprawić czy kupić nowe?

Te chęci są wystawiane na potężną próbę już podczas otwierania obudowy, bowiem wielu producentów celowo temu przeciwdziała. Dotyczy to zwłaszcza sprzętu konsumenckiego, gdzie nawet samodzielna wymiana akumulatora jest celowo blokowana, a obudowy zasilaczy są wręcz nierozbieralne.

Producenci laptopów lub smartfonów utrudniają serwis jak tylko mogą, czyniąc konstrukcję niedostępną dla serwisanta, bo liczą na to, że klienci po zderzeniu z problemami organizacyjnymi i kosztami usług, zamiast naprawiać kupią nowy produkt, zapewniając im stały wzrost sprzedaży. Coś w tym jest, bo w 2017 roku sprzedano na świecie 1,4 mld smartfonów, a więc co czwarty człowiek powyżej 15 roku życia otrzymał nowy aparat. Pewnie nie byłoby to możliwe, gdyby wystarczały one na 5 lat, a nie na 2.

Takie praktyki można zaobserwować nie tylko w świecie elektroniki konsumenckiej i zapewne dlatego zostały one dostrzeżone. Parlament Europejski i władze niektórych stanów w USA pracują nad regulacjami prawnymi zobowiązującymi producentów do umożliwienia napraw niezależnym firmom oraz zapewnienia dostępności części po proporcjonalnych kosztach. Nakaz ma dotyczyć także udostępniania dokumentacji i oprogramowania diagnostycznego.

W USA propozycje idą nawet dalej, w kierunku zakazu sprzedaży urządzeń z niewymiennym akumulatorem czy zasilaczem oraz obowiązku informowania konsumentów o możliwościach naprawy, a także podawania kontaktów do serwisów niezależnych w kartach gwarancyjnych wraz z obowiązkiem zapewnienia im części. Już teraz w Niemczech i Francji istnieje obowiązek zapewnienia przez producenta materiałów serwisowych przez 5 lat od debiutu rynkowego i zapewne jest to przedsmak nadchodzących zmian.

Możliwość naprawy jest postrzegana jako proekologiczna, a jak wiadomo, góry elektrośmieci stale rosną. Z kolei w Europie planuje się przymuszenie producentów do tego, aby można było bez problemu wrócić do starszych wersji oprogramowania, bo nowe edycje sprawiają problemy na starych platformach.

Planowany krótki czas życia produktów postrzegany jest jako nieetyczne działanie rynkowe, niemniej badania nie potwierdzają, aby był to najważniejszy czynnik odpowiedzialny za wycofywanie urządzeń z rynku, bo równie istotne jest to, że uległ on uszkodzeniu, stracił cechy innowacyjne lub po prostu przestał być użyteczny. Cechy te mają związek z coraz większym tempem postępu technicznego i rozwoju technologii, którego przecież nie da się zabronić.

Nowe technologie wypychają stare na margines tak samo jak planowany czas życia, a innowacje produktowe pojawiają się co kilka miesięcy i z reguły ten nowszy sprzęt jest niewiele droższy od sprzętu starszej generacji. Wiele osób uważa, że tzw. planowany czas życia jest po prostu odpowiedzią producentów na potrzeby konsumentów, którzy oczekują dobrych okazji do tego, aby kupić coś nowego i bardziej funkcjonalnego, bo ich na to stać, i to, że starszy sprzęt jeszcze działa nie ma dla nich znaczenia.

Ostatni czynnik w tym obszarze ma znaczenie społeczne, bo jeśli konsumenci przestaną kupować, to trzeba będzie ograniczyć skalę produkcji i zatrudnienia w produkcji, sprzedaży i usługach. Przykładem może być oświetlenie LED, które w założeniach ma być na wieki. Kto będzie je kupować, gdy będą one doskonałe i rynek się nasyci?

Producenci nie mogą, z uwagi na koszty i konkurencję, tworzyć produktów, które będą działały wiele lat i wiecznie trzymać w magazynach zapasowe części. Konieczny jest kompromis, który zapewne zostanie wypracowany w ramach legislacji. Niemniej celowe utrudnianie napraw, np. przez zastosowanie nierozbieralnych obudów i innych utrudnień, trzeba tępić, bo takie działanie wychodzi poza to, co nazywa się dzisiaj odpowiedzialnym biznesem.


    

Robert Magdziak

Polecane

Nowe produkty

Zobacz również